Reklama

Historia

Nowe fakty o męczeńskiej śmierci Henryka Sławika

„To jest święta postać...”

Henryk Sławik - „Polski Wallenberg” czeka na prawdziwe odkrycie jako bohater II wojny światowej. „To jest święta postać!” - powiedzieli świadkowie jego życia

Niedziela Ogólnopolska 38/2012, str. 30-31

[ TEMATY ]

historia

Kartka pocztowa z dwoma wielkimi "Sprawiedliwymi" - Henrykiem Sławekiem i József Antallem

Kartka pocztowa z dwoma wielkimi Sprawiedliwymi - Henrykiem Sławekiem i József Antallem

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

W niemieckim obozie koncentracyjnym Mauthausen-Gusen wzorowy opiekun polskich uchodźców wojennych na terytorium Węgier i wybawca 30 tys. uchodźców z Polski, w tym ok. 5 tys. Żydów - Henryk Sławik nie został zastrzelony, lecz powieszony. I nie stało się to 25 ani 26 sierpnia 1944 r., jak - zgodnie ze stanem wiedzy z minionej dekady - napisałem o tym wybitnym Polaku ze Śląska w moich dwóch o nim książkach, lecz 23 sierpnia 1944 r.! Z niemiecką skrupulatnością obozowy pisarz odnotował, że tego aktu zbrodni dokonano o godz. 16.

Dokument zbrodni

Reklama

To porażający dokument niemieckiej zbrodni. Po uwolnieniu w Mauthausen jeszcze żyjących tam więźniów Amerykanie „zaopiekowali się” obozową dokumentacją. Interesująca nas „karta ewidencyjna” pewnie nadal spoczywałaby w Narodowym Archiwum USA (!), gdyby nie ogromna determinacja i niemal detektywistyczne śledztwo prowadzone przez rodzinę porucznika Polskiego Września, prof. Kazimierza Gurgula. Przez kilka lat jego syn, synowa i wnuczki poszukiwali prawdy o śmierci nauczyciela matematyki słynnej polskiej szkoły w Balatonboglár, a następnie szyfranta naszej placówki konspiracyjnej. Ten cenny dokument, dzięki życzliwości Marii i Andrzeja Gurgulów, po raz pierwszy został opublikowany w albumie Krystyny i Grzegorza Łubczyków „PAMIĘĆ II. EMLÉKEZÉS II. Polscy uchodźcy na Węgrzech 1939-1946” (więcej w: „Niedziela”, nr 23 z datą 3 czerwca 2012 r.).
To odkrycie pozwoliło również ujawnić prawdę o niemal jednoczesnym powieszeniu aż 5 wiodących postaci polskiego uchodźstwa. Poza Sławikiem i Gurgulem (powieszony 23 sierpnia 1944 r. o godz. 16.15) tego samego dnia Niemcy zamordowali także artystę malarza prof. Stefana Filipkiewicza z kierownictwa Komitetu Obywatelskiego do Spraw Opieki nad Uchodźcami Polskimi na Węgrzech (jw. godz. 16), Andrzeja Pysza, wiceprezesa KO (jw. godz. 16) i Józefa Fietza-Edmunda Fietowicza, szefa konspiracyjnej Placówki „W” (jw. godz. 16.15).

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Jak Węgrzy Polaków ratowali

Mimo wielu publikacji książkowych wiedza naszych rodaków o bezprecedensowej postawie Węgrów z regentem Miklósem Horthym i premierem Pálem Telekim wobec polskiej tragedii 1939 r. pozostawia wiele do życzenia. Najpierw zdecydowanie nie pozwolili Hitlerowi na przejazd przez terytorium Węgier wojsk niemieckich, które miały uderzyć na Rzeczpospolitą również od południa, a po agresji Sowietów na nasz kraj w dniu 17 września 1939 r. zdecydowali o otwarciu węgierskiej granicy przed ok. 120-140 tysiącami Polaków. Stworzenie tylu uchodźcom ad hoc warunków do życia w ponad 200 miejscowościach to coś więcej niż piękne gesty i deklaracje przyjaźni.

Bohater Trzech Narodów

Reklama

Również zbyt wolno i jakby z oporami do świadomości ogółu naszych rodaków, a zwłaszcza młodego pokolenia, przebija się wiedza o wielu wybitnych postaciach II wojny światowej i pierwszych lat powojennych. Jednym z tych bohaterów narodowych, którzy wciąż czekają na prawdziwe odkrycie, jest Henryk Sławik.
Oto kilka wypowiedzi osób, które zetknęły się z nim w czasie wojny na Węgrzech (cyt. pochodzą z mojej książki „Henryk Sławik. Wielki zapomniany Bohater Trzech Narodów”).
Cipora Lewawi z d. Cyla Ehrenkranz: „Ja wierzę, że on był Boskim posłańcem. Jeśli więc dziś żyję i mieszkam w Izraelu, i mam tak dużą własną rodzinę, w sumie ponad 30 osób, to dlatego, że Sławik mnie uratował”.
Henryk Zvi Zimmermann, przez pół roku bliski współpracownik prezesa KO w dziele ratowania Żydów: „Ja wiem i nie zapominam o tym, że wielu Polaków ratowało Żydów z narażeniem własnego życia. Wśród nich Sławik był jednak kimś wyjątkowym. On całym sercem oddał się tej pracy, choć wiedział, że zapłaci życiem”.
Stefania Pielok, Ślązaczka, zaufana sekretarka prezesa KO: „Od kiedy poznałam Pana Sławika, staram się być w zgodzie z zasadami, które mi przekazał. Pan Prezes mawiał: «Ludzi można podzielić tylko na dobrych lub złych. To wszystko, zapamiętaj!»”.
Podobne opinie o Henryku Sławiku, urodzonym 16 lipca 1894 r. w Szerokiej (obecnie dzielnica Jastrzębia-Zdroju), można mnożyć. Po ukończeniu szkoły powszechnej rodziców nie stać było na dalszą edukację syna, a mimo to poprzez wyniesiony z domu patriotyzm i samokształcenie zapisał do września 1939 r. na Śląsku piękną kartę dziennikarza, społecznika i polityka. Uczestniczył w trzech powstaniach o polskość Śląska, od 1928 r. był redaktorem naczelnym „Gazety Robotniczej”, wieloletnim prezesem Syndykatu Dziennikarzy Polskich Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego, współorganizował m.in. robotnicze uniwersytety i kluby sportowe. Był jednym z liderów śląskiego PPS-u, wiernym niepodległościowym ideałom.

Sławik i Antall

Reklama

Do wielkiej historii Sławik wszedł jednak na Węgrzech. Szczęśliwe spotkanie w obozie pod Miszkolcem z Józsefem Antallem, któremu władze powierzyły zadanie utworzenia urzędu do opieki nad uchodźcami cywilnymi, zadecydowało o jego losie. Jako prezesowi Komitetu Obywatelskiego do Spraw Opieki nad Polskimi Uchodźcami na Węgrzech w marcu 1940 r. Rząd RP na Wychodźstwie udzielił mu swych pełnomocnictw. Z powierzonego zadania wywiązał się lepiej niż dobrze. Jego zaś kontakty z Antallem z urzędowych szybko przerodziły się w przyjacielskie. Musiały takie być, skoro od wiosny 1940 r. do marca 1944 r. Sławik przy pomocy właśnie Antalla wyrabiał polskim Żydom nowe dokumenty tożsamości na nazwiska o typowo polskim brzmieniu. Według Yad Vashem, dzięki tym „przepustkom w życie” uratowało się ok. 5 tys. Żydów, choć zdaniem m.in. Henryka Zimmermanna - znacznie więcej. W tej zakonspirowanej akcji chwalebną rolę odegrali współpracujący ze Sławikiem polscy duchowni, którzy niemal taśmowo wystawiali Żydom metryki chrztu, będące niezbędnym warunkiem wydania żydowskim uchodźcom nowych dowodów przez urzędników Antalla.
Majstersztykiem kamuflażu Sławika i Antalla był założony przez nich w Vácu sierociniec dla blisko 100 sierot żydowskich, noszący oficjalną nazwę: Sierociniec Dzieci Polskich Oficerów. Mimo okupacji niemieckiej Węgier (19 marca 1944 r.) wszyscy jego mieszkańcy przeżyli, co dowodzi, jak dobrze zostały przygotowane drogi ich ewakuacji.
I jakby tego było mało, aresztowany przez Niemców, bity i katowany Sławik zdecydowanie zaprzeczył wszystkim oskarżeniom wobec Antalla. A dotyczyły one m.in. udziału Antalla w organizacji przerzutów polskich żołnierzy z Węgier do Francji i jego opieki nad polskimi Żydami. Ten szlachetny Węgier, nazwany przez uchodźców „Ojczulkiem Polaków”, wielokrotnie potem powtarzał, że Sławikowi zawdzięcza życie.

Powiedzieć światu prawdę o bohaterach II wojny światowej

W 2005 r. w Tel Awiwie po pokazie dokumentu TVP „Henryk Sławik. Polski Wallenberg”, który zrobiliśmy z Markiem Maldisem, Samuel Willenberg, którego żona uratowała się z warszawskiego getta, dobitnie stwierdził: „To jest święta postać! Powtórzę: święta postać! To, czego dokonał ten człowiek, wprost oszałamia! A my o nim nic do tej pory nie wiedzieliśmy. Tymczasem reklamuje się osoby, które przy Sławiku się nie umywają!”. Obecny zaś na tym samym pokazie pracujący w Izraelu ks. prał. Grzegorz Pawłowski wyraził nadzieję, że „Kościół Sławikiem się zainteresuje i kiedyś trafi on na ołtarze”.
Z kolei w 2007 r., korzystając z zaproszenia Konsulatu Generalnego RP w Toronto, przedstawiłem postać i czyny Sławika w Toronto, Ottawie i Montrealu, po czym polskojęzyczna „Gazeta” napisała m.in.: „W czasach, kiedy Polska nie zawsze cieszy się najlepszą opinią, nieznaną do niedawna historię Henryka Sławika powinien poznać cały świat”.
To z pewnością zadanie dla polskich placówek dyplomatycznych. O tym, że „historia Sławika” robi wrażenie i bardzo pomaga w ukazywaniu prawdy o relacjach polsko-żydowskich z okresu II wojny światowej, pozytywnie przekonały się ww. placówki dyplomatyczne w Kanadzie, Konsulat Generalny w Lille i Ambasada RP w Australii, a także Stacja PAN w Wiedniu i Biblioteka Polska w Paryżu. Tą drogą należałoby konsekwentnie pójść dalej, nie czekając na kolejne brutalne oskarżenia w rodzaju: „polskie obozy zagłady”.
Ale i w Polsce dużo jeszcze jesteśmy winni Sławikowi, także na ukochanym przez niego Śląsku. Przykład: gdy w 2010 r. Poczta Polska wyemitowała Kartę pocztową z napisem w językach polskim i węgierskim: „Sprawiedliwi wśród Narodów Świata/A Világ Igaza: Henryk Sławik i József Antall”, to Oddział PP w Katowicach znalazł się na szarym końcu oddziałów zamawiających te karty. A przecież w tym samym roku - 2010 - dzięki staraniom powstałego w 2008 r. naszego Stowarzyszenia „Henryk Sławik - Pamięć i Dzieło” prezydent Lech Kaczyński w Katowicach pośmiertnie odznaczył Henryka Sławika Orderem Orła Białego, a Józsefa Antalla najwyższym odznaczeniem dla cudzoziemców. Była to więc świetna okazja do spopularyzowania człowieka, który najlepsze lata swego zawodowego życia oddał... Katowicom. Prawdopodobnie brak wiedzy sprawił, że katowicki Oddział PP tych kart zamówił śladową ilość, podczas gdy, jak mi wiadomo, 48-tysięczny nakład Poczta Polska mogła kilkakrotnie zwiększyć.

Pamięć i wdzięczność

Są i pozytywne przykłady. Jesienią br. Zespół Szkół Budowlanych w Rybniku jako trzecia szkoła po Gimnazjum nr 3 w Jastrzębiu-Zdroju i po Gimnazjum nr 18 w Katowicach obierze na swego patrona „Chłopaka z Szerokiej”. Wzorem do naśladowania może też być inicjatywa ks. Marka Pieńkowskiego, prowadzona w imieniu Metropolity Przemyskiego, odpowiadającego za stałą formację księży. Tak ułożył on tegoroczny program, że jeden dzień każdego z trzech spotkań formacyjnych w Opactwie Jarosławskim poświęcił relacjom polsko-węgierskim. Już 150 duchownym tej diecezji miałem możliwość przekazania wiedzy o budującej roli 90 naszych duchownych, jaką odegrali w życiu polskich uchodźców na Węgrzech, i ich cywilnym liderze Henryku Sławiku. Toż to dobry temat na niejedną homilię.
Ale, prawdę mówiąc, w upowszechnianiu wiedzy o takich postaciach jak Henryk Sławik nic nie zastąpi wprowadzenia ich na karty szkolnych podręczników do historii, w których tymczasem nasz bohater jest nieobecny.

2012-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Przebaczyć powinniśmy - zapomnieć nam nie wolno

[ TEMATY ]

historia

wspomnienia

Wojciech Mścichowski

Było ich dwunastu. Aresztowani przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa i po sfingowanym procesie skazani na karę śmierci. Aktu ludobójstwa w nocy z 9 na 10 maja 1946 r. dokonali, pozostający na usługach sowieckiego okupanta oprawcy UB w Radomsku. Żołnierze Podziemia, zdając sobie sprawę, że z chwilą zakończenia wojny, okupacja hitlerowska zamienia się w bolszewicką, pozostając wierni przysiędze złożonej na wierność Ojczyźnie w imię Boga i Honoru, nie złożyli broni, walcząc dalej m. in. w szeregach Konspiracyjnego Wojska Polskiego.

Ich brawurowe akcje zbrojne były odpowiedzią na nasilający się terror, prześladowania i masowe aresztowania stosowane przez reżim komunistyczny wobec byłych żołnierzy AK oraz wszystkich, którzy nie zaakceptowali nowych, przyniesionych na sowieckich bagnetach praw. Jedną z głośnych akcji KWP był atak przeprowadzony na więzienie UB w Radomsku i uwolnienie 58 aresztowanych. W odpowiedzi, w wyniku zmasowanej akcji służb bezpieczeństwa do radomszczańskiego więzienia trafiło kilkunastu żołnierzy Podziemia. W nocy 9 maja 1946 r. ks. Stanisław Piwowarski - kapelan KWP przyjął od skazanych spowiedź, udzielił Komunii Świętej, błogosławiąc na ostatnią drogę. Zmasakrowane bestialsko ciała 12 więźniów odnaleźli 10 maja mieszkańcy Bąkowej Góry w leśnym wykopie, przenosząc je potajemnie na przykościelny plac, a po identyfikacji na cmentarz. Od tamtych dni minęło 70 lat, dziś przypominamy te fakty, starając się przebaczyć oprawcom, jednak dla przestrogi przyszłych pokoleń zapomnieć nam nie wolno nigdy.
CZYTAJ DALEJ

Święty Jan Chryzostom

[ TEMATY ]

święty

Jan z Antiochii, nazywany Chryzostomem, czyli „Złotoustym”, z racji swej wymowy, jest nadal żywy, również ze względu na swoje dzieła. Anonimowy kopista napisał, że jego dzieła „przemierzają cały świat jak świetliste błyskawice”. Pozwalają również nam, podobnie jak wierzącym jego czasów, których okresowo opuszczał z powodu skazania na wygnanie, żyć treścią jego ksiąg mimo jego nieobecności. On sam sugerował to z wygnania w jednym z listów (por. Do Olimpiady, List 8, 45).

Urodził się około 349 r. w Antiochii w Syrii (dzisiaj Antakya na południu Turcji), tam też podejmował posługę kapłańską przez około 11 lat, aż do 397 r., gdy został mianowany biskupem Konstantynopola. W stolicy cesarstwa pełnił posługę biskupią do czasu dwóch wygnań, które nastąpiły krótko po sobie - między 403 a 407 r. Dzisiaj ograniczymy się do spojrzenia na lata antiocheńskie Chryzostoma. W młodym wieku stracił ojca i żył z matką Antuzą, która przekazała mu niezwykłą wrażliwość ludzką oraz głęboką wiarę chrześcijańską. Odbył niższe oraz wyższe studia, uwieńczone kursami filozofii oraz retoryki. Jako mistrza miał Libaniusza, poganina, najsłynniejszego retora tego czasu. W jego szkole Jan stał się wielkim mówcą późnej starożytności greckiej. Ochrzczony w 368 r. i przygotowany do życia kościelnego przez biskupa Melecjusza, przez niego też został ustanowiony lektorem w 371 r. Ten fakt oznaczał oficjalne przystąpienie Chryzostoma do kursu eklezjalnego. Uczęszczał w latach 367-372 do swego rodzaju seminarium w Antiochii, razem z grupą młodych. Niektórzy z nich zostali później biskupami, pod kierownictwem słynnego egzegety Diodora z Tarsu, który wprowadzał Jana w egzegezę historyczno-literacką, charakterystyczną dla tradycji antiocheńskiej. Później udał się wraz z eremitami na pobliską górę Sylpio. Przebywał tam przez kolejne dwa lata, przeżyte samotnie w grocie pod przewodnictwem pewnego „starszego”. W tym okresie poświęcił się całkowicie medytacji „praw Chrystusa”, Ewangelii, a zwłaszcza Listów św. Pawła. Gdy zachorował, nie mógł się leczyć sam i musiał powrócić do wspólnoty chrześcijańskiej w Antiochii (por. Palladiusz, „Życie”, 5). Pan - wyjaśnia jego biograf - interweniował przez chorobę we właściwym momencie, aby pozwolić Janowi iść za swoim prawdziwym powołaniem. W rzeczywistości, napisze on sam, postawiony wobec alternatywy wyboru między trudnościami rządzenia Kościołem a spokojem życia monastycznego, tysiąckroć wolałby służbę duszpasterską (por. „O kapłaństwie”, 6, 7), gdyż do tego właśnie Chryzostom czuł się powołany. I tutaj nastąpił decydujący przełom w historii jego powołania: został pasterzem dusz w pełnym wymiarze! Zażyłość ze Słowem Bożym, pielęgnowana podczas lat życia eremickiego, spowodowała dojrzewanie w nim silnej konieczności przepowiadania Ewangelii, dawania innym tego, co sam otrzymał podczas lat medytacji. Ideał misyjny ukierunkował go, płonącą duszę, na troskę pasterską. Między 378 a 379 r. powrócił do miasta. Został diakonem w 381 r., zaś kapłanem - w 386 r.; stał się słynnym mówcą w kościołach swego miasta. Wygłaszał homilie przeciwko arianom, następnie homilie na wspomnienie męczenników antiocheńskich oraz na najważniejsze święta liturgiczne. Mamy tutaj do czynienia z wielkim nauczaniem wiary w Chrystusa, również w świetle Jego świętych. Rok 387 był „rokiem heroicznym” dla Jana, czasem tzw. przewracania posągów. Lud obalił posągi cesarza, na znak protestu przeciwko podwyższeniu podatków. W owych dniach Wielkiego Postu, jak i wielkiej goryczy z powodu ogromnych kar ze strony cesarza, wygłosił on 22 gorące „Homilie o posągach”, ukierunkowane na pokutę i nawrócenie. Potem przyszedł okres spokojnej pracy pasterskiej (387-397). Chryzostom należy do Ojców najbardziej twórczych: dotarło do nas jego 17 traktatów, ponad 700 autentycznych homilii, komentarze do Ewangelii Mateusza i Listów Pawłowych (Listy do Rzymian, Koryntian, Efezjan i Hebrajczyków) oraz 241 listów. Nie uprawiał teologii spekulatywnej, ale przekazywał tradycyjną i pewną naukę Kościoła w czasach sporów teologicznych, spowodowanych przede wszystkim przez arianizm, czyli zaprzeczenie boskości Chrystusa. Jest też ważnym świadkiem rozwoju dogmatycznego, osiągniętego przez Kościół w IV-V wieku. Jego teologia jest wyłącznie duszpasterska, towarzyszy jej nieustanna troska o współbrzmienie między myśleniem wyrażonym słowami a przeżyciem egzystencjalnym. Jest to przewodnia myśl wspaniałych katechez, przez które przygotowywał katechumenów na przyjęcie chrztu. Tuż przed śmiercią napisał, że wartość człowieka leży w „dokładnym poznaniu prawdziwej doktryny oraz w uczciwości życia” („List z wygnania”). Te sprawy, poznanie prawdy i uczciwość życia, muszą iść razem: poznanie musi się przekładać na życie. Każda jego mowa była zawsze ukierunkowana na rozwijanie w wierzących wysiłku umysłowego, autentycznego myślenia, celem zrozumienia i wprowadzenia w praktykę wymagań moralnych i duchowych wiary. Jan Chryzostom troszczył się, aby służyć swoimi pismami integralnemu rozwojowi osoby, w wymiarach fizycznym, intelektualnym i religijnym. Różne fazy wzrostu są porównane do licznych mórz ogromnego oceanu: „Pierwszym z tych mórz jest dzieciństwo” (Homilia 81, 5 o Ewangelii Mateusza). Rzeczywiście, „właśnie w tym pierwszym okresie objawiają się skłonności do wad albo do cnoty”. Dlatego też prawo Boże powinno być już od początku wyciśnięte na duszy, „jak na woskowej tabliczce” (Homilia 3, 1 do Ewangelii Jana): w istocie jest to wiek najważniejszy. Musimy brać pod uwagę, jak ważne jest, aby w tym pierwszym etapie życia człowiek posiadł naprawdę te wielkie ukierunkowania, które dają właściwą perspektywę życiu. Dlatego też Chryzostom zaleca: „Już od najwcześniejszego wieku uzbrajajcie dzieci bronią duchową i uczcie je czynić ręką znak krzyża na czole” (Homilia 12, 7 do Pierwszego Listu do Koryntian). Później przychodzi okres dziecięcy oraz młodość: „Po okresie niemowlęcym przychodzi morze okresu dziecięcego, gdzie wieją gwałtowne wichury (…), rośnie w nas bowiem pożądliwość…” (Homilia 81, 5 do Ewangelii Mateusza). Potem jest narzeczeństwo i małżeństwo: „Po młodości przychodzi wiek dojrzały, związany z obowiązkami rodzinnymi: jest to czas szukania współmałżonka” (tamże). Przypomina on cele małżeństwa, ubogacając je - z odniesieniem do cnoty łagodności - bogatą gamą relacji osobowych. Dobrze przygotowani małżonkowie zagradzają w ten sposób drogę rozwodowi: wszystko dzieje się z radością i można wychowywać dzieci w cnocie. Gdy rodzi się pierwsze dziecko, jest ono „jak most; tych troje staje się jednym ciałem, gdyż dziecko łączy obie części” (Homilia 12, 5 do Listu do Kolosan); tych troje stanowi „jedną rodzinę, mały Kościół” (Homilia 20, 6 do Listu do Efezjan). Przepowiadanie Chryzostoma dokonywało się zazwyczaj podczas liturgii, w „miejscu”, w którym wspólnota buduje się Słowem i Eucharystią. Tutaj zgromadzona wspólnota wyraża jeden Kościół (Homilia 8, 7 do Listu do Rzymian), to samo słowo jest skierowane w każdym miejscu do wszystkich (Homilia 24, 2 do Pierwszego Listu do Koryntian), zaś komunia Eucharystyczna staje się skutecznym znakiem jedności (Homilia 32, 7 do Ewangelii Mateusza). Jego plan duszpasterski był włączony w życie Kościoła, w którym wierni świeccy przez fakt chrztu podejmują zadania kapłańskie, królewskie i prorockie. Do wierzącego laika mówi: „Również ciebie chrzest czyni królem, kapłanem i prorokiem” (Homilia 3, 5 do Drugiego Listu do Koryntian). Stąd też rodzi się fundamentalny obowiązek misyjny, gdyż każdy w jakiejś mierze jest odpowiedzialny za zbawienie innych: „Jest to zasada naszego życia społecznego (…) żeby nie interesować się tylko sobą” (Homilia 9, 2 do Księgi Rodzaju). Wszystko dokonuje się między dwoma biegunami, wielkim Kościołem oraz „małym Kościołem” - rodziną - we wzajemnych relacjach. Jak możecie zauważyć, Drodzy Bracia i Siostry, ta lekcja Chryzostoma o autentycznej obecności chrześcijańskiej wiernych świeckich w rodzinie oraz w społeczności pozostaje również dziś jak najbardziej aktualna. Módlmy się do Pana, aby uczynił nas wrażliwymi na nauczanie tego wielkiego Nauczyciela Wiary.
CZYTAJ DALEJ

Prezydent: nie brak dziś środowisk otwarcie negujących duchowe dziedzictwo Polski

2026-09-13 14:13

[ TEMATY ]

Prezydent Karol Nawrocki

duchowe dziedzictwo

PAP

Prezydent Karol Nawrocki

Prezydent Karol Nawrocki

Nie brak dziś środowisk i organizacji - także politycznych - otwarcie negujących duchowe dziedzictwo Polski - przestrzegł Karol Nawrocki. Prezydent RP skierował list do uczestników 14. Pielgrzymki Mężczyzn z Rodzinami do Kolebki Chrześcijaństwa i Polskości w Międzyrzeczu. Do tutejszego Sanktuarium Pierwszych Męczenników Polski licznie przybyli mężczyźni z każdego zakątka diecezji zielonogórsko-gorzowskiej.

W liście do uczestników sobotniego wydarzenia Karol Nawrocki zaznaczył, że publicznie manifestują oni przywiązanie do wartości, które pozwoliły Polakom przetrwać jako naród, odpierać wrogie ataki i urzeczywistniać nasze narodowe aspiracje.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję