Masz już gadu-gadu? - zapytała mnie po raz enty Agata.
Nie miałam - ku jej wyraźnemu zniesmaczeniu i irytacji. Namawianie mnie na wejście w wirtual trwa od jakiegoś czasu i budzi mój rosnący sprzeciw. Gadu-gadu jest bowiem ostatnio niebywale modne, nie tylko wśród młodych, ale także osób zupełnie dorosłych i poważnych. Dla niewtajemniczonych krótkie wyjaśnienie: gadu-gadu to program komputerowy, dzięki któremu szczęśliwcy posiadający dostęp do internetu mogą do woli dialogować ze znajomymi z drugiego końca Polski czy świata. A każda wklikana kwestia niemal natychmiast ukazuje się na monitorze rozmówcy, który odklikuje nam w tej samej chwili odpowiedź. Przypomina to trochę stary sposób komunikowania się uczniów - metoda fruwających po klasie karteluszek lub nastoletnią grę karcianą, zwaną flirtem towarzyskim, praktykowaną na obozach harcerskich i podczas rajdów szkolnych.
Tak czy siak gadu-gadu jest modne i niezwykle popularne. Zastępuje rozmowy telefoniczne i spotkania. Zastępuje telewizor, radio, czytanie książek i słuchanie muzyki. Zastępuje rozmowę, realne spotkanie z drugim człowiekiem i, co za tym idzie, całą masę doznań, które takiemu spotkaniu towarzyszą. Przez internet rozmawia się łatwiej, szybciej, mniej zobowiązująco, co w dzisiejszych czasach jest atutem rzadko lekceważonym.
Ale... jest oczywiście jakieś ale...
Dlaczego muszę mieć, dlaczego wszyscy powinni mieć w swoim prywatnym komputerze gadu-gadu?
- Bo z tobą w ogóle nie ma kontaktu wieczorami - narzekają znajomi. - A tak poklikalibyśmy sobie. Zobaczysz, to fajna zabawa. Wciąga momentalnie.
- Codziennie siedzę na gadu-gadu kilka godzin wieczorem!
- Poznajemy masę nowych ludzi z całego świata. Szlifuję język, bo mam rozmówców z Ameryki i Anglii. To jest inny świat! Nie wolno zostawać w tyle, zwłaszcza w twoim zawodzie... - to Agata.
Budzą się we mnie wątpliwości. Nieufność. W prasie czytam, że niedawno sąd zabronił dorosłej kobiecie i jej dziecku korzystania z internetu, uznając, że w tym przypadku medium to uzależniło ich w sposób zagrażający normalnej egzystencji. Wcześniej sąd rozwiązał małżeństwo owej pani. Mąż napisał w pozwie, że powódka nie odstępowała od komputera na krok, co doprowadziło do zupełnego rozkładu życia rodzinnego. Gdy jednak wciągnęła w internetową rzeczywistość dziecko, jego ojciec nie zdzierżył i znów poszedł do sądu. Wyrok jest bezprecedensowy. Co więcej, pokazuje czubek góry lodowej. Bo bagatelizowanie pojawienia się w świadomości ludzi obok realu (świata rzeczywistego) witrualu (świata wykreowanego w komputerze) to gorzej niż tragedia, to błąd - jak mawiał minister Napoleona, słynny Talleyrand.
Co zrobię? Postaram się zachować umiar. Internetu, podobnie jak telewizji, gier komputerowych, nie należy potępiać, ale trzeba go oswoić. Nie zwalczać, ale okiełznać. Potraktować nie jak sens i cel życia, ale narzędzie ułatwiające to życie, tak by zaoszczędzony w ten sposób czas wykorzystać na niepowtarzalne spotkanie z drugim człowiekiem. W realu, rzecz jasna.
Wizyta papieża Leona XIV w Argentynie w dniach 8-11 listopada będzie miała wymiar ogólnokrajowy, wykraczający daleko poza miejsca ujęte w jego oficjalnym programie: Buenos Aires, Luján i Córdobę. Osiągnięciu tego celu mają służyć Postas del Encuentro, czyli Miejsca Spotkań - program tworzenia wspólnotowych przestrzeni w parafiach, szkołach, ruchach kościelnych, instytucjach i gminach, w których można będzie śledzić wizytę Ojca Świętego.
Program zrodził się z prostego pomysłu. „Kiedy przybywa ważny gość, przygotowujemy dom, otwieramy drzwi i z radością oczekujemy na tych, którzy przyjdą, by się z nami spotkać” - podkreślił Pedro Inzaurraga, szef Działu Wydarzeń i Liturgii w Komitecie Organizacyjnym wizyty Leona XIV w Argentynie. Dodał, że „wizyta Papieża zachęca nas do przygotowania nie tylko naszych domów, ale także naszych społeczności, dzielnic, miast, a przede wszystkim naszych serc”.
Paweł toczy spór o to, kto jest dzieckiem Abrahama, i rozstrzyga go zdaniem-tezą: „ci, którzy polegają na wierze, ci są synami Abrahama”. Dowód prowadzi z Pisma: „uwierzył Abraham Bogu i zostało mu to policzone za sprawiedliwość” (Rdz 15,6). Abraham został usprawiedliwiony przed obrzezaniem i przed Prawem. Wiara jest starsza niż uczynki Prawa. Więcej, już w obietnicy „w tobie będą błogosławione wszystkie narody” Paweł czyta praewangelię. Pismo „przewidziało” usprawiedliwienie pogan z wiary i „wcześniej zapowiedziało Abrahamowi Ewangelię”. Antytezą błogosławieństwa wiary jest przekleństwo uczynków Prawa: „na tych wszystkich, którzy polegają na uczynkach wymaganych przez Prawo, ciąży przekleństwo”, bo Pwt 27,26 przeklina każdego, kto nie wypełnia wszystkiego. Logika jest bezlitosna. Prawo żąda całości, a całości nikt nie dźwiga. Kto więc buduje na własnym wykonaniu, buduje na fundamencie, który go oskarży. „A że w Prawie nikt nie osiąga usprawiedliwienia przed Bogiem, wynika stąd, że sprawiedliwy żyje dzięki wierze” (Ha 2,4), werset, który Paweł uczynił osią swojej teologii, a historia uczyniła osią sporów aż po Reformację. Rozwiązanie przychodzi w zdaniu o zamianie: „z tego przekleństwa Prawa Chrystus nas wykupił - stawszy się za nas przekleństwem, bo napisane jest: Przeklęty każdy, którego powieszono na drzewie” (Pwt 21,23). Czasownik exēgorasen pochodzi z języka wykupu niewolników. Chrystus zapłacił cenę, wchodząc sam pod przekleństwo wiszących na drzewie. Cel jest podwójny: „aby błogosławieństwo Abrahama stało się w Chrystusie Jezusie udziałem pogan i abyśmy przez wiarę otrzymali obiecanego Ducha”. Dzisiejszy patron, Wincenty Kadłubek, biskup krakowski, który złożył urząd i wstąpił do cystersów w Jędrzejowie, jest ilustracją tej samej hierarchii. Godności i dzieła, także tak wielkie jak jego Kronika, matka polskiej historiografii i prawniczej kultury (to on przechował dla nas pojęcie rzeczypospolitej), nie są tytułem przed Bogiem. Tym tytułem pozostaje wiara, która pod koniec życia wybiera mniszą celę.
Prelegenci podczas briefingu w Biurze Prasowym Stolicy Apostolskiej na temat spotkania „Dziesięć lat po Amoris laetitia: głoszenie Ewangelii z rodzinami dzisiaj”.
W Biurze Prasowym Stolicy Apostolskiej odbył się pierwszy briefing od rozpoczęcia tygodniowego spotkania poświęconego 10. rocznicy ogłoszenia adhortacji „Amoris laetitia”. Przedstawiono dziś pierwsze refleksje i wymianę doświadczeń na temat aktualnych wyzwań. W centrum uwagi znalazły się migracje, bliskość wobec osób, które doświadczyły przemocy i wykorzystania, pomoc młodym oraz towarzyszenie małżeństwom. Powołano komisję do zredagowania końcowego sprawozdania.
W briefingu wzięli udział egipski patriarcha, indyjski kardynał, australijski biskup, francuska ekspertka, argentyńska teolożka oraz małżeństwo z Filipin.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.