Reklama

Kampania prezydencka

Ręce precz od polityki

Niedziela Ogólnopolska 39/2000

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Przebieg kampanii wyborczej Aleksandra Kwaśniewskiego - monotonnej, pozbawionej jakiegokolwiek mocniejszego akcentu politycznego - udowadnia, że formacja postkomunistyczna w Polsce zrealizowała już cały swój plan. Nawet tak nadzwyczajna okazja, jaką są wybory prezydenckie, które z reguły wyciskają z kandydatów i ich sztabów ostatnie poty, nie skłania SLD do specjalnych wysiłków. Jakby wszystko się już wydarzyło i zdobywanie się na więcej było niepotrzebnym marnotrawieniem energii. Co się zatem wydarzyło? Skąd ta pewność siebie?
Moja teza brzmi: zdaniem protektorów i sojuszników A. Kwaśniewskiego, ma on wygrać wybory nie dlatego, że czymkolwiek zdołał przekonać do siebie Polaków, ale dlatego, że mają oni wszystkiego, co łączy się z polityką, politycznymi wyborami, jakimkolwiek zaangażowaniem w rzeczywistość polityczną - serdecznie dosyć. Z perspektywy już ponad dziesięciu lat, jakie upłynęły od symbolicznego roku 1989, widać aż nazbyt wyraźnie, że cały ten czas komuniści - wraz z towarzyszącymi im środowiskami politycznymi UW i PSL - skrzętnie wykorzystywali do umacniania swej pozycji: nie tylko w strukturach władzy politycznej, administracyjnej i ekonomicznej, ale przede wszystkim do prowadzenia psychologicznej wojny z narodem. Jej głównym celem miało być obrzydzenie tego wszystkiego, co nazywa się dziedziną polityki. Pozostać miała przy niej jedynie formacja tych, którzy zawiadują nią "od zawsze", a więc w oczach mniej wyrobionych odbiorców ich obecność nie może budzić specjalnych emocji, kojarzyć się ma z ciągłością, stabilnością.
Zapominamy na co dzień, że istotą walki o władzę we współczesnych realiach społeczno-medialnych jest kreacja kandydata na przywódcę politycznego (który często jest figurantem; władzę de facto sprawuje niejawny sztab) według z góry założonego scenariusza.
Osobowość medialna A. Kwaśniewskiego została skrojona - moim zdaniem - według następujących kryteriów: Miał to być dobroduszny " swój chłop", taki, co to prochu nie wymyśli, a będzie się starał być uprzejmy i sympatyczny. Tym bardziej sympatyczny, im więcej osób pamiętało jego aparatczykowską przeszłość. Miał nie szukać zwady, mieć głęboki szacunek dla ludzkich słabości i uważać, że wszystko jest względne (co w języku mniej potocznym nazywa się liberalizmem). Nie jest może ideałem, ale w Nowym Jorku i Brukseli czuje się jak u siebie w domu, no i ma ładną i miłą żonę, która kocha Papieża i Paryż. To powinno Polakom wystarczyć.
Oczywiście, wystarczy tylko i wyłącznie wtedy, gdy udowodnimy, że wszyscy jego prawicowi konkurenci to banda nieudaczników. TV udowodniła.
Media potrzebne były komunistom - i ich sojusznikom z UW i PSL - od początku "ery wolności" właśnie do tego. W publicznej TV, najpotężniejszym medium w Polsce (przypomnijmy, że według sondaży 90% Polaków kształtuje swoje opinie polityczne właśnie w oparciu o przekaz TV), od początku epoki zwanej transformacją ustrojową przeciętny telewidz poddawany był oddziaływaniu następujących tendencji:
1. Udowadnianiu, że choć bohaterowie Sierpnia (tzw. strona społeczna przy negocjacjach) mieli może i szlachetne intencje, ale ich nieuleczalna naiwność, granicząca z głupotą, oraz brak przygotowania spowodowały więcej szkody niż pożytku.
2. Przedstawianie w krzywym zwierciadle polityków prawicowych i solidarnościowych. Słynne telewizyjne wywiady, które przypominają przesłuchania przez służby specjalne i w których dziennikarz zawsze jest stroną. Przerywanie w pół słowa, gdy ma dojść do uzasadnienia swojego stanowiska. Karykaturalne ujęcia, wadliwe kadry, w których zawsze ludzie prawicy wyglądają nienaturalnie.
3. Przy pozornej poprawności sprawozdań z uroczystości religijnych - nieustanny nurt szyderstwa z Kościoła, katolicyzmu, wiary, z tego wszystkiego, co jest tak ważnym splotem życia narodowego i religijnego, w wielu eksponowanych w czasie antenowym programach. Ten cykl programów "rozrywkowych" - ostatnio także dokumentalnych ze szkoły Andrzeja Fidyka - godzi właśnie w prawicowych i solidarnościowych polityków. Jakiekolwiek ich nawiązanie do świata wyznawanych wartości natychmiast kojarzy się z czymś śmiesznym. Polityka i moralność? Śmiechu warte. Polityk ma być fachowcem, a nie moralizatorem. Nie doceniamy na co dzień wpływu na świadomość zakamuflowanej walki z inną niż lewicowa wizją państwa, polityki, rodziny. Walka ta ma postać niezliczonych filmów, seriali, widowisk, kabaretów i wideoklipów, w których wyszydza się bądź pomija wartości takie, jak: praktyki religijne, wierność, przywiązanie do tradycji, etyka zachowań publicznych. Komuniści w Polsce rzadko pozwalali sobie na luksus otwartego występowania przeciwko Kościołowi. To jeszcze zasługa Stalina, który wiedział, że otwarta walka z Kościołem w Polsce przyczyni się do jego wzmocnienia. Tu zawsze opłacała się metoda wbijania szpili, sączenia jadu wśród oficjalnych uśmiechów i ukłonów. Albo też zabijanie milczeniem. Czegoś nie ma, bo nie zostało pokazane lub opisane. Czyż nie czymś takim właśnie jest podejmowanie Jana Pawła II przez prezydenta Kwaśniewskiego jako najlepszego przyjaciela, z nadmierną czasem poufałością, i zarazem wetowanie ustaw, które mogłyby wprowadzić moralny ład w państwie i elementarną sprawiedliwość, jak ustawa uwłaszczeniowa? Dla przeciętnego telewidza, który przede wszystkim ogląda, rzadziej analizuje treść werbalną, ważne jest to, co widzi, a widzi festiwal najczulszych powitań i najbardziej promiennych uśmiechów.
4. I tu przechodzimy do sposobu, w jaki przedstawiona jest władza o proweniencji komunistycznej. Przede wszystkim uderza jej spokój: niech ci z "Solidarności" skaczą nam do oczu, niech atakują jak koguciki. My okażemy "prawdziwą kulturę" i olimpijski spokój. Wszak do nas należy władza z racji długoletniego zżycia się z nią i naszych niewątpliwych kompetencji. Jesteśmy profesjonalistami, zawsze do wzięcia.
5. Wreszcie sceneria i tło. Niezwykle istotnym elementem tej metody jest kreacja A. Kwaśniewskiego i jego otoczenia (przede wszystkim żony) na postaci z innego, lepszego świata. Jest to świat, który dla "maluczkich" - ludzi żyjących w codziennym ubóstwie - ma być rzeczywistością niemal bajkową, fantastyczną. Stąd bierze się ta zawrotna ilość fotoreportaży z życia Jolanty Kwaśniewskiej, z jej podróży po świecie, w kolorowych tygodnikach. Zdjęcia na okładkach, na których ucharakteryzowana jest na gwiazdę filmową bądź na księżniczkę. Zaś mąż, prezydent, zawsze lepiej wypada w telewizji, gdy reprezentuje Polskę w Nowym Jorku czy Paryżu, odpowiednio spiżowy, udrapowany, zatroskany i pogodny zarazem, wypowiada się na ogólne tematy okrągłymi zdaniami. Motto dla tej metody mogłoby brzmieć: Niczego nie oczekujcie, oprócz spektaklu z życia "wyższych sfer". Możemy zapewnić wam go regularnie jako serial w odcinkach. Zasłużyliście na ten ochłap.
I wreszcie sprawa ostatnia: tak jak kampania wyborcza A. Kwaśniewskiego zbudowana jest na unikach i ogólnikach, taka też jest wizja sposobu sprawowania władzy, kreowana przez ugrupowanie postkomunistów. Przyświeca im dawne komunistyczne hasło: "Cała władza w ręce partii", które w dzisiejszej wersji "dla plebsu" brzmi: "Odsuńcie się jak najdalej od polityki, to brudne zajęcie, my wykonamy za was tę czarną robotę". Można powiedzieć śmiało, że cała polityka propagandowa ostatniego dziesięciolecia sprowadza się do tego, żeby ostatecznie obrzydzić zwykłym ludziom sferę działań politycznych i wykreować dla nich fałszywych, papierowych bohaterów (Kwaśniewski, Lepper), z prawdziwych zaś uczynić postaci groteskowe.
Trzeba powiedzieć, że ta strategia propagandowa była strzałem w dziesiątkę. Stopień zniechęcenia do polityki - pojmowanej jako sfera zaangażowań osobistych - traktowanej jako zajęcie dla frustratów, nawet w tak podstawowej sprawie, jaką są wybory parlamentarne czy prezydenckie, jest w Polsce wystarczająco wysoki, żeby od lat nie zyskiwali na tym postkomuniści, których przy normalnie rozwijających się publicznych, wolnych mediach nie powinno już być na arenie publicznej. Wszystko to jest w sposób oczywisty zemstą postkomunistów za Sierpień.
Wszystko, co zostało wyżej powiedziane, cały ten misterny plan, ma ręce i nogi przy założeniu: Polacy są bezwolną masą, którą można lepić według własnych zamysłów, gdy ma się odpowiednie środki. W świetle strategii SLD ilość ludzi o tej mentalności jest wystarczająco duża, żeby zrównoważyć stałą pracę Kościoła i Ojca Świętego na rzecz odbudowania polskich sumień. Jeżeli Jan Paweł II przypomina nam, że trwa czas próby polskich sumień, jeżeli dla uzdrowienia moralnego narodu ukazuje chrześcijański, głęboki sens zmagań i cierpień Polaków, przywołuje postaci polskich męczenników, to SLD-owscy politycy (wraz z UW i częścią PSL) traktują to jako element gry politycznej Watykanu, której można przeciwstawić inną grę. Na przykład tak nasączyć codzienny program telewizyjny treściami nihilistycznymi, żeby ich pewna suma tworzyła szczelną zaporę w świadomości telewidzów dla treści, które niosą najważniejsze pytania o sens życia i sens historii. Według danych z nowoczesnej dziedziny paranauki zwanej socjotechniką, to się musi udać. Ale przecież arena spraw publicznych w Polsce nie jest laboratorium naukowym.
Historia nie toczy się nigdy według planów rzekomo naukowych. W historii decydują jednostki, wybitne osobowości, postaci obdarzone charyzmą. Ludzie odważni, którzy swoją siłę czerpią nie z odżywek i nowoczesnych technik, ale od Boga. Na takiego bohatera przełomu tysiącleci, na swoistego anty-Kwaśniewskiego Polska czeka.
W tym miejscu wypada zapytać o postawę prawicowych, chrześcijańskich polityków. Czy nie ulegli aby szantażowi nieustannego wmawiania konieczności oddzielania sfery etyki od polityki? Czy zdobyli się kiedyś na szczere wyznanie: tak, nie zawsze byliśmy "kompetentni", bo nie chcieliśmy być cyniczni, ale nasze intencje są przejrzyste, pragniemy dobra Polski. Nie będziemy "pragmatyczni" za cenę wartości najświętszych... Ale to już temat na osobne rozważania. Odważna batalia Mariana Krzaklewskiego o uwłaszczenie Polaków, którą rozpoczął i prowadzi prof. Adam Biela, daje sposobność powrotu do polityki wielu milionom ludzi przy okazji wyborów prezydenckich. Nic bardziej nie pokrzyżowałoby strategii postkomunistów i ich sojuszników w ostatnim dziesięcioleciu.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2000-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wielki Post jest wielkim czasem na czyny

2026-02-23 17:27

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

pexels.com

Wielki Post jest wielkim czasem na czyny, konkretne czyny płynące z wiary, czyny, które umacniają moją wiarę osobistą i zarazem zapraszają do jej przyjęcia tych, co wiary nie posiadają, którzy od niej odeszli, którzy z nią walczą lub się z niej naśmiewają.

Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba oraz brata jego, Jana, i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto ukazali się im Mojżesz i Eliasz, rozmawiający z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: «Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza». Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: «To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!» Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: «Wstańcie, nie lękajcie się!» Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im, mówiąc: «Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie».
CZYTAJ DALEJ

Rekolekcje Papieża: W Kościele otaczać się dobrymi ludźmi

2026-02-27 11:10

[ TEMATY ]

rozważanie

Rekolekcje papieża

Vatican Media

Im lepiej funkcjonują centralne urzędy Kościoła, tym większa korzyść dla Kościoła na całym świecie – na to wskazanie św. Bernarda zwrócił uwagę bp Erik Varden w dziesiątej nauce wygłoszonej podczas rekolekcji wielkopostnych Papieża i Kurii Rzymskiej. Przypomniał, że Bernard radził późniejszemu papieżowi Eugeniuszowi III przede wszystkim otaczać się dobrymi ludźmi.

Święty Bernard napisał traktat „O rozważaniu” (De consideratione). Cieszył się on najszerszym rozpowszechnieniem spośród wszystkich jego dzieł. Może się to wydawać zaskakujące, ponieważ tekst jest w istocie listem skierowanym do konkretnej osoby w wyjątkowej sytuacji. Bernard napisał go dla swojego współbrata, włoskiego mnicha Bernarda dei Paganelli, który — będąc już kapłanem Kościoła w Pizie — wstąpił do Clairvaux w 1138 roku.
CZYTAJ DALEJ

Pierwsze wspomnienie liturgiczne bł. Stanisława Streicha

2026-02-27 12:51

[ TEMATY ]

bł. ks. Stanisław Streich

BP Episkopatu

Bł. Stanisław Streich

Bł. Stanisław Streich

27 lutego 2026 r. po raz pierwszy przeżywamy wspomnienie liturgiczne Błogosławionego Stanisława Kostki Streicha.

Urodził się 27 sierpnia 1902 r. w Bydgoszczy w pobożnej, chrześcijańskiej rodzinie. Święcenia prezbiteratu przyjął 6 czerwca 1925 r. Pracował jako wikariusz w Poznaniu i kontynuował studia. Był również kapelanem zgromadzeń zakonnych oraz nauczycielem religii. W roku 1933 objął parafię pw. św. Barbary w Żabikowie, a dwa lata później został proboszczem w nowoutworzonej parafii pw. św. Jana Bosko w Luboniu, z zadaniem wybudowania kościoła. Wszędzie dał się poznać jako gorliwy i sumienny duszpasterz, wspierający potrzebujących i odważnie głoszący Ewangelię. Zatroskany o zbawienie swoich parafian, poświęcał się im bez reszty, czerpiąc siły ze sprawowanych sakramentów św. 27 lutego 1938 r. został zamordowany w czasie Mszy św., w lubońskim kościele, przez zagorzałego komunistę.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję