Reklama

Powołani do kapłaństwa

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

IV Niedziela Wielkanocna rozpoczyna w Kościele katolickim Tydzień Modlitw o Powołania Kapłańskie i Zakonne, jest to niedziela zwana także Niedzielą Dobrego Pasterza. Tego dnia podczas Eucharystii czytany jest fragment Ewangelii według św. Jana, w której Jezus nazywa siebie dobrym pasterzem.

Duchowe poszukiwania

„Uważaj, gdy prosisz o miłość… możesz zostać wysłuchany” - tak w jednym zdaniu można podsumować drogę, jaką kroczył Marcin, zdolny student Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu. W trakcie studiów poznał piękną dziewczynę Martę, koleżankę z roku, w której się zakochał. Pewnego dnia przypadkowo trafił do kościoła na spotkanie wspólnoty chrześcijańskiej, na które zaczął regularnie uczęszczać. Prosi Boga o znalezienie miłości i postanawia wstąpić do seminarium duchownego, w którym rozpoczyna walkę z poprzednim życiem. Czy miłość do Boga zwycięży? Czy Marcin wytrwa i zostanie duszpasterzem? Takie pytania postawił sobie, a później także odbiorcom Artur Pilarczyk, reżyser filmu pt. „Teraz i zawsze”, który swoją premierę miał w 2008 r.
Historia filmowego Marcina jest podobna do losów, jakie spotkały niejednego duchownego. Błądzenie i poszukiwanie właściwej ścieżki często sprowadza na manowce, do ślepych zaułków, ale to tylko jedna z prób, na jakie wystawia Pan Bóg, by utwierdzić w wyborze tej właściwej drogi prowadzącej do posługi.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Jak ryba w wodzie

Reklama

O. Mirosław Grakowicz jest redemptorystą, proboszczem parafii pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Bardzie. Zanim znalazł się w seminarium, rozpoczął studia na Politechnice Wrocławskiej na Wydziale Chemii. - Od dziecka czułem, że pociąga mnie to, co jest związane z nadprzyrodzonością, a szczególnie Bóg i Matka Chrystusa. Gdy byłem małym chłopcem, było to w latach 60., nasz dom nawiedził obraz Matki Bożej Częstochowskiej. Do dzisiaj pamiętam tę tajemniczą i zarazem pełną przedziwnego dobra atmosferę, która towarzyszyła peregrynacji obrazu częstochowskiego. Duże znaczenie i wpływ na mnie miała osoba mojego kuzyna - ks. Romualda Brudnowskiego. W pamięci pozostały mi jego święcenia kapłańskie w katedrze wrocławskiej. W okresie szkoły średniej wiara budowała moją tożsamość. Wówczas wielu moich rówieśników odnosiło się do religii, Kościoła i w ogóle spraw wiary w sposób, powiedzmy to oględnie, lekceważący i patrząc z dzisiejszego punktu widzenia, nieuczciwy, a zatem niesprawiedliwy. Po technikum miałem sporo pytań co do wyboru drogi życiowej. Bardzo poważnie myślałem o wstąpieniu do seminarium duchownego we Wrocławiu, ale widocznie jeszcze wtedy nie byłem gotowy i po nieudanej próbie dostania się na studia, podjąłem pracę. Przez rok pracowałem w „Polifarbie” we Wrocławiu, a następnie dostałem się na Wydział Chemii na Politechnice Wrocławskiej. Podczas studiów trafiłem „przypadkiem” do Duszpasterstwa Akademickiego „Redemptor”, którego opiekunem duchowym był o. Józef Maziarz, redemptorysta. W bardzo przyjaznej atmosferze, którą tworzyli ówcześni duszpasterze oraz moje koleżanki i koledzy, dojrzewałem do decyzji wyboru drogi życia zakonnego w Zgromadzeniu Najświętszego Odkupiciela. Wielką rolę odegrała osoba bł. Jana Pawła II. Nie tylko urzekła mnie jego osobowość, byłem zachwycony również jego nauczaniem. Wtedy przemawiały do mnie jego słowa o wielkości człowieka, o jego niepowtarzalnej godności wynikającej z tego, że został on umiłowany przez Boga. Słowa papieża Jana Pawła II niosły w sobie jakąś przedziwną moc. Dzisiaj wiem, że była i jest to moc Jezusa, który jest Prawdą.
Teraz, kiedy patrzę retrospektywnie na moje życie, widzę, że było w nim wiele takich wydarzeń, które można by nazwać małymi epizodami, niosącymi konkretne światło wskazujące drogę powołania. Nie było mi łatwo podjąć decyzję. Z jednej strony czułem, że Chrystus mnie zaprasza do pójścia za Nim, a z drugiej, czułem zwykły lęk. Nie znałem wyzwań, jakie zostaną przede mną postawione, więc bałem się. Tu pomogła mi bardzo modlitwa, zwłaszcza codziennie odmawiany Różaniec. I oto w tym roku mija już 26 lat, odkąd złożyłem pierwszą profesję zakonną. Dzień, w którym przyjechałem do domu zakonnego w Tuchowie, był dla mnie szczególny. Dobrze pamiętam ten moment wejścia do pełnego kleryków refektarza zakonnego. Trwała kolacja, a zarazem dzień skupienia. Wszystko odbywało się w milczeniu, w tle cicho brzmiała muzyka Chopina. Czułem się nieswojo, będąc świadomym, że stałem się punktem zainteresowania niemal wszystkich. Ale to uczucie bardzo szybko minęło, ponieważ niemal od zaraz zostałem otoczony troskliwą opieką i niemal setką uśmiechniętych twarzy, które zapewne z powodu jednolitego habitu, wydawały mi się takie same. Co z kolei wywołało we mnie radość. Zastanawiałem się bowiem nad tym, jak ja ich rozróżnię? I rzeczywiście po kolacji nie wiedziałem, z kim się witałem, a z kim jeszcze nie. Wszyscy byli jacyś tacy podobni!
Pierwsza nostalgia za domem i rodziną nadeszła dopiero w nowicjacie. Było to w Toruniu podczas świąt Wielkanocnych. I chociaż nie trwała ona długo, to była bardzo intensywna. Może też dzięki niej uświadomiłem sobie coś bardzo ważnego, że wprawdzie pozostawiłem mój rodzinny dom i bliskich, ale otrzymałem nowy rodzaj ciepła i piękna, który wypływał z atmosfery rodziny zakonnej i uroczyście celebrowanej liturgii świątecznej.
Oczywiście, pytanie o powołanie wracało z większą lub mniejszą intensywnością. Często przypominałem sobie jedną z pierwszych rozmów z moim pierwszym wychowawcą i kierownikiem duchowym w postulacie. Na zadane mu pytanie: - Po czym rozpoznam, że faktycznie mam powołanie? Odpowiedział z rozbrajającą szczerością: - Jak cię wyświęcą, to znaczy, że masz powoływanie! Do dzisiaj wspominam tę rozmowę z uśmiechem. Bezpośrednio przy święceniach diakonatu pojawiła się wątpliwość, czy dobrze rozeznałem powołanie. Trwała ona parę dni. Ale modlitwa, rozmowy z przełożonym i współbraćmi pomogły mi podjąć ostateczną decyzję, której nigdy później nie żałowałem. To było bardzo ciekawe i ubogacające duchowo doświadczenie, bo rozpoznawałem głos Pana Boga, który mnie wzywał, wiedziałem, że Kościół weryfikuje to moje powołanie, ale ostateczną decyzję muszę podjąć osobiście i podjąłem. Od czasu, kiedy przyjąłem święcenia kapłańskie, wszelkie wątpliwości ustąpiły. Wiem, że mam powołanie do bycia redemptorystą i kapłanem. Wiem również, że gdybym teraz poszedł inną drogą, to byłaby to zwyczajna zdrada Boga i mojego Kościoła.

Dążę do ideału

O. Łukasz Wójcik w parafii pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Bardzie jest wikariuszem i katechetą. Według Bożego planu, swoje powołanie i właściwą ścieżkę życiową miał odkryć dopiero w trakcie studiów na Akademii Rolniczej.
- Minęło sześć lat od moich święceń. Dziś zupełnie inaczej patrzę na drogę mojego powołania. Widzę teraz, jak Pan Bóg działa i wiem, że On tak chciał, to nie było tylko moje „tak”. Długo dochodziłem do mojej odpowiedzi. Studiowałem na Akademii Rolniczej we Wrocławiu na kierunku Technologia Żywności i Żywienia Człowieka i w trakcie studiów odkrywałem właściwy sens. Dużo w wyborze drogi pomagały mi duszpasterstwo akademickie i praca charytatywna. Wiedziałem, że mogę zrezygnować z siebie. Pan Bóg cały czas wskazywał mi nowe zadania, a ja starałem się im sprostać. Wszelkie moje działania przynosiły mi pokój i radość, że mogę, jak najwięcej dawać z siebie. Indywidualnie dużo się udzielałem. Na piątym roku zadzwonił do mnie znajomy lekarz, który opowiedział mi o jednej ze swoich pacjentek, chorej na raka kości, która była umierająca i samotnie wychowywała trójkę dzieci. Miałem im pomóc w domu, dzieciom przy nauce. Zżyłem się z tą rodziną i przebywałem z nimi bardzo dużo. Angażowałem w pomoc tej rodzinie całą wspólnotę. Ta pani zmarła w czasie świąt Wielkanocnych, dzieci poszły do rodziny zastępczej.
Dziś trudno mówić o powołaniu, bo to jest coś intymnego, co dokonuje się między Bogiem a mną. Jak to określił bł. Jan Paweł II - dar i tajemnica. W powołaniu utwierdzałem się poprzez codzienną modlitwę różańcową. Wraz z moim kolegą postanowiliśmy, że codziennie będziemy się modlić. Modlitwa z kolegą utwierdziła mnie w powołaniu. Jeden drugiego wspomagał, zachęcał. Kolega odkrył swoje powołanie, ma wspaniałą żonę i trójkę dzieci, ja odkryłem powołanie do życia zakonnego i kapłańskiego. Pewność powołania otrzymywałem na modlitwie i już później w seminarium nie miałem wątpliwości, że to nie moja droga. Choć kryzysy pojawiały się. Kryzys modlitwy, wspólnoty, życia zakonnego - one są potrzebne, bo oczyszczały moją motywację. Cały czas dążę do ideału życia zakonnego i do tego ideału nie za bardzo dociągam. Mam ideał modlitwy i widzę problemy z modlitwą, ale nie było takiego kryzysu, żebym zwątpił, bo decyzja, jaką podjąłem była właściwa.

„Pójdź za Mną!”

Ks. Paweł Głąb jest wikariuszem i katechetą w parafii pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Lądku-Zdroju.
- Moja przygoda z kapłaństwem rozpoczęła się w szkole podstawowej, myślę, że tak samo jak u wielu innym moich kolegów. W okresie tym bardzo dużo udzielałem się w parafii, byłem ministrantem przez ponad 10 lat, działałem w grupach oazowych i scholii. Wtedy uświadomiłem sobie, że nie potrafię żyć poza Kościołem, poza wspólnotą, a tym samym żyć bez modlitwy i bez Boga.
Postawę wobec Boga, Kościoła i wiarę zaszczepili we mnie w dzieciństwie rodzice. To właśnie dzięki nim stałem się takim człowiekiem, jakim jestem obecnie. To rodzice nauczyli mnie znaku krzyża, modlitw. Do dziś pamiętam, jak wspólnie z mamą i bratem klęczeliśmy do modlitwy, ucząc się pacierza. I za to jestem im dziś ogromnie wdzięczny. Jestem im wdzięczny za uświadomienie mi, kim jest Bóg i Chrystus, za zakrzewienie we mnie chęci służenia i niesienia pomocy innym, ale przede wszystkim za chęć służenia Chrystusowi. Po liceum ogólnokształcącego zamiast ubiegać się o przyjęcie do seminarium duchownego, rozpocząłem naukę na Uniwersytecie Opolskim na Wydziale Inżynierii Środowiska. Jednak to nie było to. Wciąż coś nie dawało mi spokoju, że to nie ta droga, że może powinienem robić coś innego, coś, co sprawia mi satysfakcję. Dlatego też zrezygnowałem ze studiów i po zdaniu zimowej sesji egzaminacyjnej rozpocząłem przygotowania do wstąpienia do seminarium. Była to bardzo trudna dla mnie decyzja, bowiem budziła obawę, czy dobrze postępuję, czy wytrwam. Powołanie jest zjawiskiem, którego nie można wytłumaczyć w żaden racjonalny sposób. Jest to stan, który się czuje. Powołanie jest jak miłość, która pojawia się, człowiek nad nią nie panuje, ale trwając w niej uparcie i konsekwentnie, a zarazem zdając sobie sprawę z ważności i odpowiedzialności, jaką na siebie bierze, umacnia się w niej na zawsze. Tak więc taka osoba powołana czuje, słyszy, że Chrystus woła do niej „Pójdź za Mną!”. I tak też było ze mną.
Droga, jaką wybierają kapłani, nie jest drogą usłaną różami, to droga kręta, w czasie której walczyć przychodzi ze sobą samym i z próbami, na jakie wystawia wiarę Bóg. To ciągłe umacnianie siebie i konsekwencja. Dzięki temu duchowni są w stanie kierować powierzoną wspólnotą, wrastają w życie Kościoła i społeczności, nad którą przychodzi sprawować im pieczę.

2012-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Abp Śmigiel: „Amoris laetitia” nie dała automatycznie prawa do Komunii św. osobom w związkach po rozwodzie

2026-10-06 07:19

[ TEMATY ]

duszpasterstwo

Episkopat News

Mija 10 lat od publikacji adhortacji „Amoris laetitia”, która wywołała kontrowersje w sprawie dopuszczenia par w związkach po rozwodzie do Komunii św. Jak dokument zmienił duszpasterstwo w Polsce, wyjaśnia przewodniczący Rady Konferencji Episkopatu Polski ds. Rodziny abp Wiesław Śmigiel.

Z okazji 10. rocznicy adhortacji apostolskiej „Amoris laetitia” („Radość miłości”) papież Leon XIV spotka się z przedstawicielami episkopatów z całego świata. Zjazd odbędzie się  7-14 października w Watykanie. KEP będzie reprezentował abp Tadeusz Wojda.
CZYTAJ DALEJ

Ostatni romantyk nie zmieścił się w kadrze. O kinowej „Lalce” Macieja Kawalskiego

2026-10-06 12:30

[ TEMATY ]

film

felieton

Kino Świat

Kinowa „Lalka” Macieja Kawalskiego ma rozmach, piękne kostiumy i znakomitych aktorów. Zabrakło w niej jednak sceny, w której Prus zawarł być może swoje najważniejsze przesłanie: śmierci Ignacego Rzeckiego – ostatniego romantyka – i trzech łacińskich słów odnalezionych w jego kieszeni.

Podziel się cytatem W końcowym, powieściowym wątku „Lalki” Prusa doktor Szuman wypowiada do Ignacego Rzeckiego, wciąż czekającego na powrót Napoleona i Wokulskiego, znamienne słowa: „Romantycy muszą wyginąć, to darmo: dzisiejszy świat nie dla nich….Powszechna jawność sprawia to, że już nie wierzymy ani w anielskość kobiet, ani w możliwość ideałów. Kto tego nie rozumie, musi zginąć albo dobrowolnie sam ustąpić…”. Rzecki zostaje potem sam. Wkrótce umiera. W jego pokoju - z okrągłym stołem z czarnym kałamarzem, ćwierćwiekową pajęczyną i ćwierćwiekową firanką - gromadzą się dawni znajomi. Na koniec zostają tylko Szuman i Ochocki. „Przypatrz mu się pan - mówi doktor Szuman - ostatni to romantyk! Jak oni się wynoszą… Jak oni się wynoszą….”. Ochocki pochyla się, by ująć „zimną już rękę Rzeckiego”, gdy nagle w bocznej kieszeni zmarłego dostrzega list Węgiełka z nakreśloną strofą Horacego: Non omnis moriar (Nie wszystek umrę).
CZYTAJ DALEJ

Jest zawiadomienie do prokuratury w sprawie „abortomatu” w Warszawie

2026-10-07 14:27

[ TEMATY ]

abortomat

Adobe Stock

Fundacja Klub Przyjaciół Ludzkiego Życia zwróciła się do Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego z prośbą o zbadanie legalności działania tzw. abortomatu, czyli automatu rozprowadzający środki poronne w Warszawie. Inspektorat wysłał zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa - wynika z informacji przekazanych KAI.

Klub Przyjaciół Ludzkiego Życia w piśmie do Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego, powołując się na informacje w mediach napisał, że tabletki w „abortomacie” mają być zamawiane za pośrednictwem Women Help Women, a po konsultacji internetowej odbiorca otrzymuje kod PIN umożliwiający samodzielny odbiór z urządzenia. Nie ma dokumentów pozwalających ustalić odbiorcę płatności, charakter prawny płatności ani rzeczywisty przebieg dostaw. Brakuje też potwierdzenia istnienia albo braku wymaganych zezwoleń ani danych identyfikujących konkretne produkty. Dlatego Klub Przyjaciół Ludzkiego Życia wnosi o zbadanie, czy funkcjonuje tu „stały mechanizm zaopatrywania odbiorców w produkty lecznicze” czy jedynie techniczny odbiór wcześniej nadanych, indywidualnych przesyłek.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję