Reklama

„Solidarność” - pasja życia

- „Solidarność” jest ta sama, ale nie taka sama. Dziś powinna dawać pracownikom możliwość zaspokojenia potrzeby wspólnotowości, ale powinna pamiętać także o fundamentach, na których wyrosła. Pomocniczość, solidaryzm, tradycja i wierność katolickiej nauce społecznej - z tego nie możemy zrezygnować - przekonuje przewodniczący NSZZ „Solidarność” Regionu Świętokrzyskiego od 1990 r. Waldemar Bartosz

Niedziela kielecka 51/2011

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Urodził się w Snochowicach k. Łopuszna 17 stycznia 1954 r. w rodzinie nauczycielskiej. Ojciec był dyrektorem szkoły w Józefince, mama była księgową w Gminnej Radzie Narodowej. Razem z rodzicami i siostrą mieszkał w budynku szkoły w Snochowicach, na piętrze. - To było moje pierwsze uspołecznienie - wspomina. Po szkole podstawowej wybrał Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych w Kielcach. Biorąc pod uwagę czasy komuny, szkołę zakwalifikował jako „nonkonformistyczną”. Dopuszczalne były nawet u chłopaków długie włosy. Kadrę tworzyli ludzie z szerokimi horyzontami, po części przedwojenni nauczyciele.

Na przekór komunie

Reklama

- Byliśmy chyba dojrzałą młodzieżą. Prowadziliśmy mnóstwo dyskusji światopoglądowych. Podstawą do nich była dobra książka filozoficzna, teologiczna czy historyczna. Na topie było czytanie katolickich czasopism. Nie z przymusu, to nas frapowało, było na przekór socjalistycznej ideologii, a ja już wtedy nienawidziłem czerwonego - przyznaje. Wtedy na złość chodziło się na religię. Podczas jakiejś uroczystości państwowej dyrektor oznajmił, że zbyt wielu uczniów chodzi na religię. Po tej mowie Waldek z kolegami postanowił wysłać dyrektorowi paczkę z odpowiednią literaturą typu: „Więź” i „Chrześcijanin w Świecie”. Waldek i kilkoro uczniów z klasy wybrali po maturze Katolicki Uniwersytet Lubelski - uczelnię niezależną, wolną od indoktrynacji, elitarną, gdzie studiowało kilka tysięcy młodzieży.
Z potrzeby poznawczej - mówi - studiował jednocześnie teologię, filozofię i psychologię - z ostatniego kierunku zdecydował się zrobić dyplom. - Środowisko było znakomite. Tworzyli je profesorowie oraz studenci, niektórzy wyrzuceni po marcu 1968 r. Wtedy nie było wyścigu szczurów, naturalną rzeczą były swobodne studia, trwające nawet dziesięć lat. Pod względem intelektualnym był to znakomity czas. Pociągał nas teatr. Na premiery jeździliśmy po całym kraju. Studiował w towarzystwie późniejszych działaczy „Solidarności”, m.in.: Bogdana Borusewicza, Mariana Piłki, Janusza Krupskiego - zmarłego w katastrofie smoleńskiej.
W czerwcu 1976 r. na własne oczy zobaczył, jak wygląda „dialog” partii z robotnikami. Przyjechał razem z kolegami z KUL do Radomia na drugi dzień po spacyfikowaniu strajku. - Trzeba było tutaj być, tutaj ludzie bili się o wolność - tłumaczy. To był ważny moment, który zadecydował o moim zaangażowaniu w działalność Komitetu Obrony Robotników. Na uczelni razem z innymi zaczął zbierać pieniądze na pomoc opozycyjnemu podziemiu, przewoził literaturę z drugiego obiegu. W stolicy zetknął się m.in. z wspierającym opozycję z ks. Janem Zieją. Od Jacka Kuronia odbierał ulotki i komunikaty KOR zawierające nazwiska represjonowanych. - Rejestrowano wszystkich skrzywdzonych przez władzę, ludzie mogli mieć przekonanie, że ktoś o nich wie i pamięta. Przepisywali je na maszynie, potem zawozili je do Kielc. Część osób bała się przyjmować ulotki, wrzucali je wtedy bezpośrednio do skrzynek. Był świadomy ryzyka. Pierwszy raz został zatrzymany w Warszawie. Właśnie odebrał z kolegą komunikaty od Kuronia, miał udać się na Sady Żoliborskie. Zatrzymał ich zwyczajny stójkowy. Byli obserwowani dużo wcześniej. Studentów zabrano na pocztę, aby spisać zeznania. - Uratował mnie pewien fakt, byłem nałogowym palaczem. Zapytałem milicjanta, czy mogę zgasić papierosa. Na zewnątrz stał kosz, a obok duża skrzynka pocztowa, wszystkie komunikaty wrzuciłem do niej. Wróciłem bardzo zadowolony, mogłem być przeszukiwany.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Chcieliśmy być drożdżami

Studia ukończył w 1978 r. Razem z kolegami postanowili, że będą pracować w małych miejscowościach, na prowincji. Czuliśmy, że musimy być w tych środowiskach drożdżami - wyjaśnia. Wybrał Jędrzejów ze względu na dobrą komunikację. - Nikogo tutaj nie znałem, ale taka była moja misja. Szybko zaklimatyzowałem się i poznałem znakomitych ludzi. Brakowało mi jedynie biblioteki. Pracował jako psycholog w poradni wychowawczej, potem został również biegłym sądowym. Cały czas utrzymywał kontakty z Lublinem, gdzie jeździł na studia doktoranckie. Przewoził stąd kwartalnik „Zapis”, Biuletyn KOR, ulotki. Był świadkiem wielkiego strajku w Lublinie.
- Współtworzył „Solidarność” w regionie we wrześniu 1980 r., był przewodniczącym Terenowej Komisji Związkowej w Jędrzejowie, szybko awansował w związku. - Awans to duże słowo, to była harówa - mówi. W VI/VII 1981 r. - delegat na I WZD Regionu Świętokrzyskiego; w lipcu 1981 r. wszedł do Prezydium Regionu w Kielcach i został delegatem na I KZD.

Stan wojenny

Reklama

W Kielcach powstał Uniwersytet Związkowy TWP. Pierwszy zjazd odbył się 11 grudnia 1981 r. W niedzielę do Ośrodka Wierna w Bocheńcu pod Małogoszczą zjechało się kilkudziesięciu działaczy związkowych oraz wykładowcy. - Późnym wieczorem 12 grudnia o godz. 23 przed budynek zajechały wozy z milicjantami i ZOMO, zgarnęli nas wszystkich. Byliśmy zatrzymani, ale nie wiedzieliśmy, jaki jest nasz status. Gdzieś nas wiozą, ale gdzie? O tym, że jestem internowany, dowiedziałem się dużo później. Przetrzymywano nas w Ośrodku Odosobnienia na Piaskach w Kielcach. Potem trafiłem do więzienia w Rzeszowie-Załężu, następnie do Łupkowa w Bieszczadach, by stamtąd znowu powrócić do Rzeszowa. Będąc na Piaskach, został zwolniony na krótko dzięki interwencji kościelnej (Episkopat apelował do władz o zwolnienie działaczy zaangażowanych przy Kościele). To był gest pozorny, ponieważ kilka dni później władze znowu go zaaresztowały po ingresie bp. Mieczysława Jaworskiego. - Nieprzebrane tłumy ludzi, nad nami powiewał sztandar „Solidarności”, atmosfera święta wolności… Z budynku PZU obserwowali nas już esbecy i robili zdjęcia… Ostatecznie wyszedł na wolność w październiku 1982 r. Jeszcze raz został skazany na 3 miesiące aresztu w Pińczowie z zamianą na karę grzywny w 1985 r. za wspieranie uczniowskiego strajku w obronie krzyży w szkole we Włoszczowie.

„Interna”

Reklama

W miejscach internowania trwała regularna nauka, wykłady z różnych dziedzin dawali najlepsi profesorowie, były szkolenia i nauka języków obcych. Za pomocą igły i farbki internowani przygotowywali listy, broszury, pamiątkowe dyplomy. To wszystko podtrzymało na duchu. - W pierwszej celi, na Piaskach, były piętrowe łóżka. Siedziałem razem z robotnikiem Stanisławem Pawłowskim. - Waldek, ja żadnej książki w życiu nie przeczytałem - powiedział do mnie. Wyciągnąłem mu z biblioteki „Przygody dobrego wojaka Szwejka”, zarykiwał się ze śmiechu, ciągle mi chciał opowiadać jakiś fragment.
Dziewięć dni grupa internowanych głodowała w akcie protestu przeciw stanowi wojennemu. - Wydawało mi się, że można nie jeść, po kilku dniach czułem się lekko, miałem bardzo świeży umysł, choć na dłuższą metę jest to szkodliwe - mówi. Dyplom uczestnika strajku zrobiony przez kolegów powrócił do niego całkiem niedawno, przechowywany gdzieś w mieszkaniach znajomych.
Niektórzy tworzyli małe rękodzieła. W Obozie na Piaskach na Boże Ciało jeden z więźniów wykonał monstrancję z puszek po konserwach. Przeszła ona w czterech ołtarzach po więziennych celach. Potem, przemycona przez jednego z księży, trafiła do Jana Pawła II do Watykanu wraz z listem, który napisał Waldemar Bartosz. „Ojcze Święty, niespełna pół roku od naszego internowania przyszło nam po raz pierwszy poza wolnością obchodzić święto Bożego Ciała - obecności Chrystusa Pana w świecie ludzkiego trudu, cierpienia i miłości. Pracą rąk naszych wykonaną monstrancję, w której umieszczona Hostia dokonała konsekracji czterech więziennych ołtarzy, ofiarujemy Tobie, Ojcze Święty”. Pamiątki z „interny” do dziś krążą po znajomych, niedawno otrzymał jeszcze cztery kwity z więzienia. Z rocznicą stanu wojennego wracają także wspomnienia. Obchody rocznicowe, w które pod egidą świętokrzyskiej „Solidarności” zaangażowało się kilkanaście instytucji kulturalnych i naukowych w regionie, mają bogatą oprawę. - To nie jest chwalebna rocznica, robimy to w służbie pamięci - tłumaczy.

W TP KUL

Reklama

19 października 1984 r. wziął ślub z Elżbietą, uroczystości odbyły się w Warszawie. Następnego dnia dotarła do nich wstrząsająca wiadomość - ks. Jerzy Popiełuszko został uprowadzony. - Udaliśmy się na Żoliborz, gdzie stały już tłumy ludzi. 30 października 1984 r. zmasakrowane ciało ks. Jerzego wyłowiono z Zalewu Wiślanego we Włocławku. Władza znowu chciała zatomizować społeczeństwo, zastraszyć nas, spowodować, by nikt nie wychylał się. Wiedzieliśmy, że trzeba coś z tym robić.
Działania „Solidarności” zmierzające do integrowania społeczeństwa szły w różnych kierunkach. W Kielcach Waldemar Bartosz razem ze znajomymi zorganizował teatr. - Graliśmy jedną sztukę - „Przed sklepem jubilera” Karola Wojtyły, najczęściej w Domu Księży Emerytów i w kościele św. Józefa Robotnika. Ja grałem rolę Adama. Na przedstawienia przychodziły setki osób - opowiada.
Działacze poszukiwali możliwości legalnej płaszczyzny do działania. Pod auspicjami Towarzystwa Przyjaciół KUL, istniejącego od 1932 r. w Lublinie, zarejestrowali w Jędrzejowie Stowarzyszenie TP KUL. - Władza nie mogła się do niczego przyczepić, była to legalna organizacja. Stowarzyszenie organizowało otwarte wykłady z różnych dziedzin. Przyjeżdżali m.in.: prof. Ewa Jabłońska-Deptuła, historyk Czesław Deptuła, mecenas Jerzy Stępień, ks. prof. Daniel Olszewski i inni. Wykłady odbywały się w salkach katechetycznych, a przychodziło na nie od kilkudziesięciu do kilkuset osób. Ponadto były corocznie spotkania opłatkowe i wielkanocne. W ramach TP KUL funkcjonowała Biblioteka „Solidarności”. Waldemar Bartosz z działaczami utrzymywali regularne kontakty z Lublinem, skąd przywozili literaturę z drugiego obiegu. Wszystkie te działania, składające się na budowanie społeczeństwa obywatelskiego, zaowocowały w 1989 r., kiedy to TP KUL przekształcił się w 100 procentach w Komitet Obywatelski „Solidarności”.
- Doświadczenia spotkanych ludzi, przyjaźnie, wspólnota „Solidarności” - to wszystko mnie kształtowało, tym właśnie jestem - mówi.

„Solidarność” na kryzys

To tytuł broszury po jednej z konferencji w 2009 r. Dziś ten kryzys już jest w pełni zarysowany i trzeba reagować. W zmieniającej się dynamicznie rzeczywistości ekonomicznej, w sytuacji, gdzie setki ludzi traci pracę, Waldemar Bartosz widzi ogromną potrzebę wspólnotowości u pracowników. - W ustroju wolnorynkowym jest niebezpieczeństwo spychania ludzi na margines. „Solidarność” zarówno na poziomie ogólnokrajowym, jak i zakładowym musi nieść pomoc pracownikom. Obecnie w świętokrzyskiej „Solidarności” zarejestrowanych jest 20 tys. pracowników. Od 1990 r. przeszkoliła tysiące ludzi poszukujących pracy. Prowadzi Świętokrzyski Klub Pracy, gdzie pracownicy związkowcy mogą uzyskać poradę prawną, wsparcie i pomoc. - Człowiek bezrobotny po roku bez pracy staje się inny, wycofany, niepewny swoich umiejętności i kompetencji. Musi ktoś być z nim - tłumaczy przewodniczący. - Reprezentujemy pracownika w sądzie. Prowadzimy setki spraw, ludzi pokrzywdzonych przez pracodawców, dochodzących swoich praw. Dbamy o dobrą współpracę z pracodawcami, dzięki czemu codziennie na naszym portalu pojawiają się setki ofert pracy. Korzystanie z funduszy europejskich pozwala nam na prowadzenie innowacyjnych projektów społecznym. Obecnie realizowane są dwa - pierwszy z nich dotyczy ekonomii społecznej, drugi budowania postaw prospołecznych.
Z najnowszych badań (choćby prof. Czaplińskiego) wynika, że w tej kwestii do zrobienia jest bardzo wiele. - Jesteśmy na początku drogi. Trzeba zdawać sobie sprawę, że Polska jest na samym końcu w Europie (nawet po Bułgarii) pod względem liczby organizacji pozarządowych. W ostatnich latach odnotowuje się coraz większy regres w powstawaniu organizacji i stowarzyszeń oraz spadek liczby wolontariuszy. O tym Waldemar Bartosz stara się mówić do uczestników Chrześcijańskich Tygodni Społecznych organizowanych w Gdańsku i innych miastach. Jest ich współorganizatorem.
„Solidarność” ma przekraczać własne granice. - Kiedyś pomagano nam, dziś my musimy pomóc innym. Byliśmy u harcerzy polskich na Ukrainie. My mówimy o kryzysie u siebie, ale tam jest tragedia, ogromna drożyzna, potrzebne jest absolutnie wszystko - ubranka dla dzieci, książki, czasopisma. Jeszcze w grudniu ma powstać w Kielcach Wspólnota Polska, która będzie niosła wsparcie Polonii na Ukrainie - opowiada. Rano, w drodze na autobus, omadla na różańcu wszystkie te projekty, sprawy osobiste i społeczne.

* * *

Pasje? - Pierwsza i pasja życia to „Solidarność” - mówi. Doświadczenie zdobywał także jako poseł dwóch kadencji. W latach 1991-93 był posłem na Sejm z listy „Solidarności”, członkiem Sejmowej Komisji Budżetu i Finansów Publicznych, w latach 1994-99 przedstawicielem „S” w Trójstronnej Komisji ds. Społeczno-Gospodarczych, a w 1997 r. współzałożycielem RS AWS; wiceprezes Stowarzyszenia Region Jędrzejowski. 1997-2001 poseł na Sejm z listy RS AWS, wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Ochrony Konkurencji i Konsumenta (Encyklopedia „Solidarności”).
Największą wartością jest niezmiennie rodzina. Żona Elżbieta pracuje w szkole jako historyk. Wspólnie cieszą się z sukcesów dzieci. Syn Paweł jest studentem medycyny na UJ w Krakowie, córka Ola - na trzecim roku prawa na UJ. - Dbałość o rodzinę to jest radość, satysfakcja i zobowiązanie - mówi. W wolnej chwili, choć nie jest ich zbyt dużo, lubi pracę w przydomowym ogrodzie. Uwielbia czytać. Jest bibliofilem, przez lata zgromadził pokaźną bibliotekę. Najczęściej sięga po literaturę historyczną, filozoficzną i teologiczną. Jest autorem licznych publikacji w piśmie ZR „Biuletyn Związkowy”, „Tygodniku Solidarność” i „Tygodniku Solidarność Świętokrzyska”.

W następnym numerze sylwetka Kazimierza Mądzika, dyrektora Zespołu Szkół Informatycznych w Kielcach, prezesa Fundacji „Nadzieja Rodzinie”, działacza katolickich stowarzyszeń sportowych, pasjonata kolarstwa

2011-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

To już postanowione?! Państwa Unii zgodziły się na zawarcie umowy z Mercosurem

2026-01-09 12:47

[ TEMATY ]

umowa

Mercosur

państwa Unii

PAP

Rolnicy protestujący przeciwko umowie UE-Mercosur

Rolnicy protestujący przeciwko umowie UE-Mercosur

Państwa Unii Europejskiej zgodziły się w piątek na zawarcie umowy handlowej z blokiem państw Ameryki Południowej Mercosur - poinformowało źródło unijne. Według niego przeciwko porozumieniu głosowały: Polska, Francja, Irlandia, Węgry i Austria, a Belgia wstrzymała się od głosu.

Głosowanie odbyło się na posiedzeniu ambasadorów państw członkowskich UE w Brukseli. Procedura pisemna - uruchomiona, by stolice mogły formalnie potwierdzić jego wynik - zakończy się o godz. 17.
CZYTAJ DALEJ

Arcybiskup Kupny i Prezydent Sutryk odwiedzili katolicką szkołę

2026-01-09 14:22

mat. pras

Arcybiskup Józef Kupny oraz prezydent Wrocławia Jacek Sutryk odwiedzili dziś Katolicki Zespół Szkolno-przedszkolny przy ul. Paulińskiej 14, prowadzony przez Fundację Bonum Educationis. Goście z uznaniem wypowiadali się o rozwoju placówki, która od kilku lat z powodzeniem funkcjonuje we Wrocławiu.

Podczas spotkania z zarządem Fundacji rozmawiano o możliwościach dalszego poszerzania katolickiej oferty edukacyjnej dla dzieci i młodzieży w mieście. Podkreślano, że dobra edukacja to nie tylko przekazywanie wiedzy, ale również formowanie osobowości młodego człowieka w oparciu o wartości wypływające z chrześcijaństwa.
CZYTAJ DALEJ

Bóg działa najpierw w ukryciu

2026-01-09 19:09

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Karol Porwich/Niedziela

Opowiadanie o Saulu zaczyna się od drobiazgu codzienności - zaginione oślice. Syn Kisza wyrusza z sługą przez górzyste ziemie Efraima i Beniamina. W tej zwykłej drodze Bóg ukrywa swój plan. W tle stoi niepokój ludu i presja Filistynów. Saul wyróżnia się wzrostem, a perykopa nie czyni z tego argumentu. W bramie miasta, miejscu spotkań i sądu, Saul pyta o dom „widzącego” (ro’eh). To dawne określenie proroka zachowuje pamięć, że najpierw trzeba widzieć sercem. Pan przygotował serce Samuela. Prorok słyszy słowo Boga i rozpoznaje w przybyszu człowieka wybranego do rządzenia ludem. Samuel zaprasza Saula na ucztę ofiarną na wyżynie (bāmāh), w miejscu lokalnego kultu sprzed czasów świątyni. Poleca mu iść przed sobą i mówi o rozmowie, która dotknie „wszystkiego, co jest w twoim sercu”. Powołanie wychodzi z ukrycia i staje się spotkaniem w świetle Pana.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję