Prawie w każdym bloku w naszych miastach, w każdym domu w naszych wioskach są ludzie, którzy nie mają pracy, a tym samym nie mają za co kupić chleba, ubrania, nie mogą nawet wyjechać, by szukać pracy. Bezrobocie to istotnie wielka tragedia rodzin, tragedia ojców i matek, tragedia dzieci, a także ludzi młodych, wchodzących w życie, którzy chcieliby pracować, przygotowywali się do różnych zawodów, a nie mają możliwości podjęcia pracy. Najgorsze jest to, że nie widać żadnego „światełka w tunelu”. Nie ma nowych prób czy choćby propozycji likwidacji bezrobocia. Niektóre środowiska starają się same jakoś temu zaradzić, publikują propozycje pracy - rzeczywiście, takich ogłoszeń w gazetach spotyka się wiele. Ludzie także różnymi innymi kanałami oferują pracę. Ale jeżeli ktoś mieszka dalej od miasta, to jest ona dla niego niejednokrotnie niemożliwa. Wiąże się przecież i z dojazdem, który jest drogi, i z ewentualnym mieszkaniem.
Bardzo się przejąłem tą sprawą, gdy rozmawiałem z duszpasterzem zajmującym się ludźmi bezrobotnymi. Był porażony tym nieszczęściem, które dotyka naprawdę bardzo wielu naszych rodaków.
Jednocześnie są dzisiaj w Polsce i tacy, którzy mają pieniądze, mają zabezpieczony byt, dużo zarabiają i stać ich na wiele. Mają oni duże zobowiązanie moralne wobec tych pierwszych. Bo ten potrzebujący człowiek to przecież nasz brat i siostra. Wszak wszyscy jesteśmy jedną rodziną Bożą i w chwili nieszczęścia trzeba zachować się jak w rodzinie. Nikomu nie wolno przechodzić obojętnie obok człowieka bezrobotnego, broń Boże okazywać mu pogardy albo śmiać się z jego nieszczęścia - to tak jak z chorobą. Trzeba mieć trochę wyobraźni, pomyśleć, że ten biedny człowiek budzi się rano i nie wie, co z sobą zrobić, do kogo się udać w poszukiwaniu zarobku, co dzisiaj zjeść, co dać jeść dzieciom... To straszna tragedia, do której zostaliśmy doprowadzeni. Do tego jakże często przyczynili się nasi rodacy. Te ogromne kominy płacowe - czy nikogo to nie boli, że jeden zarabia bardzo, bardzo dużo, a drugi byle co?... Nie mówię już o tych oszustwach, malwersacjach, o złodziejach grosza publicznego, którzy zabierają krajowi, rodakom ogromne pieniądze i deponują je w bankach zagranicznych.
Chciałbym wezwać wszystkich do pomocy bezrobotnym. Myślę, że i nasze parafie mogłyby bardziej włączyć się w taką pomoc. Nawet w bogatej Szwajcarii parafie przygotowują np. zupę dla wszystkich parafian, żeby kobiety nie musiały gotować w niedzielę obiadu, a pieniądze za ten posiłek przeznaczone są dla potrzebujących. Może i u nas można byłoby czynić podobnie. Myślę, że Dzień Pański byłby uczczony godnie.
Zauważam także tę ludzką biedę, gdy chodzi o nabywanie naszego Tygodnika. Rozchodzi się dziś zdecydowanie mniej jego egzemplarzy, w niektórych diecezjach czytelnictwo spadło znacznie. Wiem, że jedną z ważnych tego przyczyn jest brak pieniędzy. Pamiętajmy jednak, że jest to nasze pismo, i ci, którzy mogą, niech nie zaniedbują kupowania Niedzieli, byśmy wszyscy mogli przetrwać ten czas kryzysu, byśmy nie doszli do tego, że zabraknie możliwości wydawania pism katolickich.
Weźmy sobie wszyscy ten apel do serca, pomagajmy sobie wzajemnie i starajmy się, by w naszej chrześcijańskiej rodzinie nie było takich, którzy giną, bo nikt nie zauważył ich biedy. A może to właśnie jest nasza najważniejsza życiowa szansa, przysłowiowe „pięć minut” dla naszej wieczności, i koło ratunkowe dla wielu, dzięki któremu szczęśliwie dopłyną do brzegu...
Dzisiejsze czytania są dla nas bardzo przejrzyste: mam obowiązek troszczyć się o zbawienie nie tylko własne, ale także drugiego człowieka. Jak mantra wraca do nas tekst, że wszyscy zbawiamy się we wspólnocie. Idę do nieba nie sam, lecz z tymi, których Bóg stawia na drodze mojego życia. Zbawienie mojego brata i mojej siostry to także moja sprawa. W tekście ze Starego Testamentu Bóg szukał Abla, a Kain Mu odpowiedział: czyż jestem stróżem swego brata? Dzisiejszy tekst z Księgi proroka Ezechiela mówi wyraźnie, że jesteś stróżem domu Izraela. Jesteś stróżem swego brata i swojej siostry. Jesteś za nich odpowiedzialny, zwłaszcza gdy się pogubią. Nie może ci być obojętne to, że twój brat czy twoja siostra popadają w grzech. Musisz działać. Nigdy nie wolno cieszyć się z grzechu drugiego człowieka ani tym bardziej z jego potępienia. Jeśli zawiedziemy, to nas samych zaprowadzi to do piekła. Ocalenie własnej duszy idzie, kiedy upominamy brata czy siostrę. Zadanie, które Bóg daje prorokowi Ezechielowi, nie jest łatwe. Nie jest łatwo zwrócić uwagę drugiemu człowiekowi, zwłaszcza wtedy, kiedy stoi wyżej ode mnie. Nieraz wolelibyśmy przejść obojętnie, jakby to nie była nasza sprawa. Dzisiaj Bóg mówi: zbawienie i odpowiedzialność za drugiego człowieka to twoja sprawa. To twój obowiązek: zadbać o jego zbawienie, aby nie został potępiony. Bo jego potępienie może oznaczać również twoje. Zwykle czujemy obawę przed zwróceniem uwagi drugiej osobie, ale niekiedy bywa tak, że z wielką pasją wytykamy komuś błędy. Jeśli chcemy działać w mądrości Bożej, musimy sięgnąć także do dzisiejszego drugiego czytania – z Listu św. Pawła Apostoła do Rzymian. Miłość jest doskonałym wypełnieniem prawa. Upominam drugiego człowieka dlatego, że go kocham. Czynię to tak, by go nie urazić i nie zadać mu bólu. Nie chcę stawiać siebie ponad innych. Miłość wskazuje mi drogę, jak uratować drugiego. Miłość jest zatem doskonałym wypełnieniem prawa – podkreślam to po raz drugi. Nie zapominajmy o tym. Bez miłości nie ma w nas ducha Bożego. Miłość doda także odwagi, aby stanąć w prawdzie wobec drugiego człowieka. Wpierw, oczywiście, trzeba stanąć przed Bogiem. Ciężkie to brzemię, gdy ojciec czy matka muszą zwrócić uwagę dorosłemu dziecku. Bardzo trudna to sytuacja, kiedy zwracając uwagę, możemy stracić najbliższych, pozycję w pracy bądź w społeczności. Możemy zostać wyśmiani albo wzgardzeni. Wobec Boga natomiast wypełniliśmy obowiązek miłości do drugiego człowieka, w trosce o jego zbawienie i życie wieczne. Bóg nigdy nie zostawi nas samych. Upomnienie drugiego człowieka – jak pisze sam ewangelista Mateusz – zakłada 3 etapy. Najpierw – w cztery oczy. Potem – w obecności dwóch świadków. Na koniec zaś – wobec całej wspólnoty Kościoła. Upomnienie ma na celu ocalić współpracę. Ten człowiek ma powrócić na łono wspólnoty i Kościoła – do jedności z Jezusem. Mądrość roztropnego działania otrzymujemy na modlitwie. Gdzie dwaj zgodnie o coś proszą w imię Jezusa, to otrzymają. Mądrość upominania drugiego człowieka płynie przez modlitwę w duchu miłości. Chcemy pozyskać każdego dla Chrystusa. Pragniemy zrobić wszystko, aby nastał jeden pasterz i nastała jedna owczarnia. Wybór i decyzję pozostawiamy tym, do których Bóg nas posyła w naszym codziennym życiu. Niech obok naszych słów świadectwem będą nasze uczynki. Miłość wypełnia całe prawo i od początku istnienia chrześcijan wywoływała wśród pogan zachwyt. Niech i dziś świadectwo naszej miłości do Boga i drugiego człowieka porywa innych do Jezusa.
„Gdy brat twój zgrzeszy, idź i upomnij go” – mówi Jezus. Wskazuje przez to na potrzebę, wręcz konieczność upominania.
Jezus powiedział do swoich uczniów: «Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik. Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, cokolwiek zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. Dalej, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli dwóch z was na ziemi zgodnie o coś prosić będzie, to wszystko otrzymają od mojego Ojca, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich».
Parafia Matki Bożej Częstochowskiej w Radomiu została w niedzielę ustanowiona diecezjalnym Sanktuarium bł. Michaela McGivneya – założyciela Rycerzy Kolumba, największej na świecie organizacji katolickich mężczyzn. Mszy świętej przewodniczył abp Wacław Depo, metropolita częstochowski i krajowy kapelan Rycerzy Kolumba. Dekret o ustanowieniu parafii na radomskim Kapturze odczytał bp Marek Solarczyk.
Okolicznościowy list z okazji uroczystości przesłał abp William E. Lori, metropolita Baltimore w USA. Hierarcha napisał, że z wielką radością przyjął do wiadomości, że kościół parafialny pw. Matki Bożej Częstochowskiej, został ogłoszony sanktuarium błogosławionego ks. Michaela McGivneya. Wspomniał swoją wizytę w Radomiu zwracając uwagę, że niewiele jest miejsc na świecie, w których oddaje się bł. ks. Michaelowi McGivneyowi tak wielką cześć, jak w parafii w Radomiu. „Kościół ten w pełni zasługuje na to, by stać się sanktuarium poświęconym naszemu błogosławionemu założycielowi” – napisał abp Lori. List odczytał abp Wacław Depo.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.