Lato tego roku jest gorące. Nie tylko z powodu temperatur. Dni, w których przelewam swoje myśli na papier, obfitują w dramatyczne wydarzenia. Dominującym stało się to, że 90 km od polskiej granicy na Wschodzie spadł pocisk, który kilka godzin po eksplozji na polskiej ziemi nie ma swojej identyfikacji. Władze twierdzą, że najprawdopodobniej to pocisk rosyjski, podobnie twierdzą publicyści, a prosty lud nie twierdzi, ale nie ma wątpliwości.
Innym tragicznym wydarzeniem jest profanacja obiektów kultu w Medjugorie. Nie ma ono, oczywiście, charakteru politycznego, ale odsłania warstwę swoistego kryzysu polskiego katolicyzmu. Okazuje się, że człowiek, który dopuślił się profanacji, przed kilku laty, by leczyć swoją depresję, zorganizował akcję „z buta do Maryi” i stał się natychmiast tzw. katocelebrytą. Nie ośmielam się oceniać depresji, nie podważam wysiłku tamtej pieszej pielgrzymki. Ale zastanawia mnie to, jak łatwo jesteśmy skłonni medialnie „beatyfikować” ludzi kierujących się emocjami, jakby zapominając, że struktura aktu wiary obejmuje nie tylko emocje, ale też wolę i rozum. A z tymi dwoma coraz trudniej w naszym katolicyzmie.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
I wreszcie rzecz, która być może będzie miała swoje ogromne konsekwencje. To rozłam w Prawie i Sprawiedliwości. Oczywiście, nie jestem politykiem ani politologiem. Jestem jednak obywatelem, który stara się świadomie i odpowiedzialnie uczestniczyć w życiu publicznym swojej ojczyzny.Przesłany przez Centrum Analiz Wyborczych tzw. wariant hipotetyczny sugeruje, że Konfederacja wraz z Rozwojem Plus Morawieckiego mogą zyskać 148 głosów – więcej o 7 głosów niż Koalicja Obywatelska. Centrum Analiz Wyborczych wskazuje zarazem, że zjednoczony obóz prawicowy wraz z PiS-em i Konfederacją Korony Polskiej mógłby liczyć na 277 głosów, a zatem znaczącą większość w Sejmie. Pozostawiam w sferze wiary odpowiedź na pytanie: na ile taki układ jest realny?
Reklama
W komentarzach, które czytam, wychwyciłem dwa interesujące teksty z tygodnika Wszystko Co Najważniejsze. W pierwszym tekście, napisanym krótko przed rozpadem PiS-u, Paulina Matysiak zauważa: „Dążenie do czystości towarzysko-lojalnościowej (dla niepoznaki zwanej ideową) stało się ostatecznie cechą wszystkich partii. Rozpadła się koalicja Lewicy, rozstali się PSL i Polska 2050, po czym sama Polska 2050 zaczęła dzielić się dalej. Rozpadła się Konfederacja, a na granicy rozpadu jest PiS. W każdym środowisku powstają frakcje, podfrakcje, stowarzyszenia, skrzydła i grupy skupione wokół kolejnych osób. Zmierzamy najwidoczniej do Sejmu składającego się z 460 jednoosobowych partii”. Drugi tekst Agatona Kozińskiego, już po secesji: „«W XI wieku istniały tylko interesy, nie wierność» – napisał w artykule Une crise du pouvoir capétien 1032–1034 (Kryzys władzy Kapetyngów 1032–1034) belgijski historyk Jan Dhondt w 1967 r. Tamtą epokę teraz przypomniała historyk Justine Firnhaber-Baker w książce Kapetyngowie. Jedenaste stulecie opisała jako okres, w którym właściwie nikt nie uznawał niczyjej zwierzchności, a każda decyzja polityczna była wypadkową chwilowej zbieżności bieżących interesów poszczególnych graczy. Generalnie panował chaos, który rzadko – i tylko na moment – udawało się uporządkować”. Przywołuję te artykuły dlatego, że wskazują one na dwa pojęcia, dwie cnoty, które umykały i nadal umykają w debacie publicznej, także po stronie prawicowej. Te dwie cnoty to solidarność i lojalność. Warto je przypomnieć zwłaszcza teraz, gdy sierpień przypomina nam o ich znaczeniu w naszych dziejach. Fenomen solidarności wynikał z połączenia się ludzi mających trwałą wolę czynienia dobra – dobra wspólnego ponad partykularyzmami i podziałami. To właśnie dążenie do dobra wspólnego, które domagało się tego, by jeden drugiego brzemiona niósł, by solidarność była przed walką, a nie walka przed solidarnością – ten fenomen stał się elementem zwycięstwa Polski i Polaków, a także znaczącym przyczynkiem do ogólnoeuropejskich przemian.
Początek sierpnia przypomina nam także w pewnym sensie cnotę lojalności. Lojalności nie tyle wobec osób, ile wobec idei, które są wręcz niepragmatyczne, o czym zresztą przekonali się Powstańcy Warszawscy. Okazuje się, że lojalność wobec wartości, wobec wielkich spraw, wobec pojęć, za które warto oddać życie, tworzy postawę powinności, która jest ponad pragmatyzmem i która jest niezłomna.
Myślę, że poza sferą emocji, które wyłaniają się ze sporów, poza sferą konfiguracji statystycznych i koniunkturalnych sojuszy, poza sferą posiadania władzy, warto powrócić do tych cnót, które w naszej historii zostały sprawdzone.
