- Ależ ta nasza Wisła jest szara, pusta i smutna... - jakby do siebie mruknął starszy pan, stojący obok mnie w tramwaju wolno jadącym przez most Śląsko-Dąbrowski.
- Jak to pusta? - zdziwiłem się.
- No, tak, panie, dawniej, nawet za "komuny" to Wisła jeszcze żyła... Pełno po niej pływało kajaków, czasem się i żaglówka trafiła, jakieś statki wycieczkowe... A teraz,
sam pan widzisz, tylko czasem motorówka policyjna przemknie, przy brzegu paru wędkarzy moczy kije. Tak jakby Warszawa zupełnie odwróciła się od rzeki.
- Ma pan świętą rację - przytaknęła grubawa jejmość - dawniej to człowiek chociaż z dzieciakami do Młocin popłynął, a teraz to wnukom tylko o tym opowiadam.
- To wszystko dlatego, że żyjemy w przedziwnym kraju. Inni mają i tramwaje wodne, i statki wycieczkowe, a u nas się nic nie opłaca...
Już przed wojną prezydent Warszawy, Stefan Starzyński, apelował o to, by stolica zwróciła się ku Wiśle, by lepiej wykorzystywano wszelkie walory dużej rzeki przepływającej przez nasze miasto.
W okresie powojennym również traktowano warszawski odcinek Wisły raczej po macoszemu, budując na jej brzegach arterie komunikacyjne (skutecznie odgradzające od miasta), a nie ośrodki
rekreacyjne i tereny wypoczynkowe.
Na całym świecie zarabia się na turystyce. Rzeka, przepływająca przez wielkie miasto, ma dodatkowy atut. Stanowi wyjątkową atrakcję - jeśli się umie i potrafi odpowiednio ją wykorzystać.
Kto pływał, żeglował, ten wie, że z wody, z pokładu łodzi czy statku świat wygląda trochę inaczej, inaczej się widzi zabytki, inaczej się zwiedza.
Ciekawe, kiedy ktoś u nas dostrzeże zalety (także materialne) turystyki wodnej?
Niedzielne wydania największych włoskich gazet publikują na pierwszej stronie to samo zdjęcie: Leona XIV zatopionego w morzu wiernych na Polach Elizejskich. Z prasowych nagłówków bije entuzjazm: „Léon, Léon: Paryż zachwycony papieżem”, „Leon podbił Paryż!”. Informując o 800 tys. wiernych na mszy św., gazety zgodnie cytują wołanie papieża: „Nie zatrzymujcie wiary tylko dla siebie!”.
Podróż pierwszego amerykańskiego papieża do Francji wykroczyła daleko poza ramy wielkiego wydarzenia religijnego, ukazując nieoczekiwany obraz kraju nie tak sztywno podzielonego, jak sugerują to polityczne i kulturowe narracje. Przynajmniej przez jeden dzień laickość nie jawiła się jako mur wzniesiony przeciwko wierze, ale jako przestrzeń wystarczająco szeroka, by ją pomieścić. Wskazuje na to watykanistka rzymskiego dziennika „Il Messaggero”, tytułując swój reportaż z drugiego dnia podróży: „To tak, jakby Leon zdobył Bastylię”.
„Wy mówicie: Sposób postępowania Pana nie jest słuszny”. Ezechiel przytacza zarzut wygnańców i odpowiada na niego całym osiemnastym rozdziałem, z którego liturgia daje dziś zwieńczenie. Izrael na wygnaniu powtarzał przysłowie o ojcach, którzy jedli zielone winogrona, a zęby ścierpły synom, w przekonaniu, że cierpi się za cudze winy. Prorok w imieniu Boga ogłasza zasadę, która była w tamtym świecie rewolucją: „umrze tylko ta osoba, która grzeszy”. Odpowiedzialność jest osobista. Trudno przecenić, co to zdanie uczyniło z ludzkim myśleniem o winie. Odpowiedzialność zbiorowa i dziedziczna, oczywistość archaicznych porządków, zostaje tu zakwestionowana u samych podstaw. Prawo Kościoła zbuduje na tym fundamencie całą swą naukę o poczytalności. Nikt nie podlega karze, jeśli czyn nie jest mu ciężko poczytalny z winy umyślnej lub nieumyślnej (kan. 1321 § 1), a domniemania działają na korzyść osoby. Grzech się nie dziedziczy jak dług rodowy. Wina jest zawsze czyjaś, imienna. Ezechiel idzie jednak dalej, i to jest właściwa pointa. Skoro odpowiedzialność jest osobista, to i nawrócenie jest zawsze możliwe. „Jeśli bezbożny odstąpił od bezbożności, którą uprawiał, a postępuje według prawa i sprawiedliwości, zachowa duszę swoją przy życiu”. Przeszłość nie jest wyrokiem. Człowiek nie jest sumą swoich akt. Bóg patrzy na to, kim człowiek się staje. To dokładnie ta logika, którą Jezus rozwinie dziś w przypowieści o dwóch synach. Liczy się końcowe „poszedł”.
Biskup Louis Tylka z diecezji Peoria w stanie Illinois ogłosił na zakończenie odprawianej w sobotę Mszy św. o utworzeniu pierwszej w historii parafii imienia błogosławionego Fultona Sheena.
Połączona parafia Najświętszej Marii Panny w El Paso w stanie Illinois – gdzie Sheen został ochrzczony – i św. Jana w Benson w stanie Illinois będzie pierwszą na świecie parafią nazwaną imieniem nowego błogosławionego. Nowa nazwa parafii zacznie obowiązywać 9 grudnia.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.